![]()
|
|
|
O Pisarzu
Tolkien "po polsku" i nie tylko O polskich przekładach Tolkiena Nowy przekład Władcy Pierścieni Polska bibliografia (prof. J.Z. Lichańskiego) Jak powstawał Władca Pierścieni Galeria zdjęć z Oksfordu Inklingów
|
|
|
Dodatek o wymowie z Silmarillionu Eärendillinwë (Duma o Eärendelu) Nowy Cień (kontynuacja Władcy Pierścieni) Ostatnia Pieśń Bilba (tł. T.A. Olszański) Ostatnia Pieśń Bilba (tł. A. Sylwanowicz) Ostatnia Pieśń Bilba (oryginał) Stary Las i Wierzbowija (z Powrotu Cienia) Tom Bombadil (z Powrotu Cienia) Upiór Kurhanów (z Powrotu Cienia) Przybycie do Bree (z Powrotu Cienia) Trzy Pierścienie (tł. Marek Gumkowski)
Wszystkie utwory zamieszczamy za zgodą i wiedzą ich polskich tłumaczy.
|
Niezapominka, dzięki uprzejmości naszego przyjaciela Adana, może zaprezentować wybrane odcinki słuchowiska PR1 nadawanego w wakacje 2002 w formacie mp3. Jakość jest "radiowa", ale dzięki temu plik zajmuje niewiele i... nie jesteśmy konkurencją dla ewentualnej edycji CD, którą planują twórcy. Potraktujcie to jako materiał promocyjny słuchowiska i okazję dla tych, którzy nie mieli okazji by wysłuchać na żywo audycji w radiowej Jedynce.
|
|
J.R.R. Tolkien czyta Władcę Pierścieni
Pliki mp3 utworzone z oryginalnych płyt gramofonowych. Stąd jakość poszczególnych nagrań może odbiegać od tej, jaką oferują pliki tworzone z płyt kompaktowych. Wszelkie nagrania powstały przed rokiem 1975, czyli ponad 25 lat temu.
The Shadow of the Past ('I cannot read the fiery letters...') [453 KB] Three is Company ('The Road goes ever on and on...') [174 KB] Three is Company II ('Upon the hearth the fire is red...') [514 KB] Three is Company III ('Snow-white! Snow-white!..,') [340 KB] A Conspiracy Unmasked ('The voice of Pippin...') [371 KB] A Conspiracy Unmasked II ('Farewell we call to hearth and hall!...') [264 KB] The Old Forest ('Hey! Come mery dol!...'; 'Hop along, my little friends...') [509 KB] At the Sign of the Prancing Pony ('There is an inn...') [933 KB] A Knife in the Dark ('Gil-galad was an Elven King...') [245 KB] A Knife in the Dark II ('I will tell you the tale of Tinuviel...') [1,50 MB] Flight to the Ford ('Standing up, with his hand...') [1,30 MB] Many Meetings ('The got up and withdrew...') [284 KB] A Journey in the Dark ('The world was young...') [852 KB] Lothlorien ('An Elven-maid there was of old...') [852 KB] The Mirror of Galadriel ('When evening in the Shire...') [492 KB] Farewell to Lorien ('Ai! laurie lantar...') [422 KB] The Departure of Boromir ('For a while the three companions...') [1,30 MB] Treebeard ('An Ent? said Merry...') [675 KB] Treebeard II ('Treebeard fell silent...') [627 KB] Treebeard III ('There was an elvish song...') [1,10 MB] Treebeard IV ('The Orcs came with axes...') [383 KB] Treebeard V ('The with a crash...'; 'To Isengard...') [582 KB] The King of the Golden Hall ('It runs...') [329 KB] The King of the Golden Hall ('In Dwimordene...') [236 KB] The Passage of the Marshes ('Gollum...') [489 KB] The Black Gate Is Closed ('Where there any oliphaunts...') [495 KB] Of Herbs and Stewed Rabbit ('A little way...') [3,60 MB] The Muster of Rohan ('... so without horn...') [571 KB] The Ride of the Rohirrim ('Then since we must look...') [4,10 MB] The Battle of the Pelennor Fields ('No few had fallen...') [790 KB] Mount Doom ('There at the bend...') [3,40 MB] The Steward and the King ('And before the sun had fallen...') [416 KB] |
|
|
|
|
|
Tolkien "po polsku" i nie tylko autor: Michał Błażejewski
|
|
|
[Pierwotna
wersja tekstu została opublikowana na stronie domowej autora:
http://www.fabryka.com/mb/inni/tolkien/blazejewski.html] Ani
się obejrzymy, jak za paręnaście lat minie pół wieku od pierwszego
wydania polskiego przekładu Hobbita. Wynika z tego, iż do pełnoletności
dochodzi właśnie drugie pokolenie Polaków, dla których - przynajmniej
teoretycznie - Tolkien w naszym kraju istniał „od zawsze”. W ciągu
ostatnich lat zmieniło się bez wątpienia polskie „myślenie o
Tolkienie”. I nie chodzi tutaj jedynie o ciekawie rozwijający się
ruch fanowski. Również i poza kręgiem wtajemniczonych obraz Tolkiena
ulegał stopniowej i dość radykalnej przemianie. Z autora bajki dla dzieci
stał się kreatorem świata fantasy, dostrzeżono w jego biografii także
elementy nowe - niektórzy ze zdziwieniem dowiedzieli się, iż był on
profesorem brytyjskich uniwersytetów, nie tylko poczytnym pisarzem.
Ostatnio „odkryto” Tolkiena jako teoretyka baśni. Ta dość
pokrętna droga polskich odkryć daje się wytłumaczyć opublikowaniem
kolejnych przekładów (odpowiada też chyba i „pozapolskim”
etapom poznawania twórcy i jego książek). Pisanie w takiej sytuacji „ogólnie o Tolkienie” - w dodatku na stronie WWW - jest zabiegiem ryzykownym. Czytelnik wyspecjalizowany, w dodatku zaangażowany emocjonalnie, posiada znacznie więcej informacji o przedmiocie swego zainteresowania aniżeli stojący zawsze z boku badacz. Ponadto nawet najobszerniejsze i najskrupulatniejsze opracowanie zawsze będzie pozostawiało uczucie niedosytu u osób dobrze znających Tolkiena, natomiast osoby miłujące innych pisarzy i inne książki z pewnością nie zostaną przekonane i odrzucą tekst z głębokim niesmakiem, iż znowu jacyś „tolkieniści” wypisują te same bzdury, zamiast zająć się czymś sensownym, na przykład takim....(wpisać nazwisko ulubionego pisarza). Parokrotnie
pisałem o Tolkienie. Dwa pierwsze teksty ukazały się w latach 1985-1986 w Gwaihirze,
biuletynie Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Potem były
teksty w zastępującym ten biuletyn Gwaihirzęciu - tu od listopada
1990 do października 1993 prawie co miesiąc ukazywało się moje omówienie
biografii Tolkiena, będące właściwie przekładem książki Carpentera,
nazywanym jednak ze względu na brak praw autorskich i na dość częste
dodatkowe komentarze „opracowaniem”. Do wydania przymierzało się
Wydawnictwo Alfa - tak przynajmniej informował o tym biuletyn w czerwcu
1995. W każdym razie wydanie klubowe cieszyło się dużym
zainteresowaniem. Tuż po biografii tłumaczyłem esej o baśniach - On
Fairy-Stories . Pierwszy fragment ukazał się w listopadzie 1993 roku.
Po kilku odcinkach schowałem przekład do szuflady - oficjalna wersja była
bowiem już w zapowiedziach wydawniczych. W kwietniu 1993 roku ukazała się
natomiast moja książka J. R.R. Tolkien
- Powiernik Pieśni, wydana przez gdański Phantom Press. Ta publikacja
miała dość zabawną przeszłość. Parę razy namawiałem Andrzeja
Kowalskiego do przygotowania antologii polskich tekstów o Tolkienie.
Redakcja ówczesnego miesięcznika Literatura
na Świecie była także zainteresowana przygotowaniem numeru
tolkienowskiego. Gromadziłem więc różnego rodzaju materiały, notatki,
przekłady. Ale nic z tego jakoś nie wychodziło. Tuż przed Wielkanocą
1991 roku, Wioletta Leszczyńska, wtedy redaktor Phantom Pressu, zaproponowała
mi tłumaczenie Niedokończonych
opowieści Tolkiena. Termin był naglący - wrzesień 1991. Nie miałem
jednak czasu, siedziałem po uszy w książce o stereotypach Ziemiomorza.
Zaproponowałem natomiast napisanie komentarza-posłowia i poprosiłem
Andrzeja Kowalskiego o znalezienie kompetentnych tłumaczy w Sekcji
Tolkienowskiej. Wioletta Leszczyńska z kolei zaproponowała opublikowanie
przekładu biografii Carpentera, które to tłumaczenie znała we
fragmentach z czasu swoich studiów, kiedy prowadziłem monograficzne zajęcia
„z Tolkiena”. Ale przekład też nie był jeszcze gotowy. Stanęło
więc na tym, że publikacji Opowieści
towarzyszyć będzie jakaś mała, poręczna książeczka o Tolkienie.
Bez przypisów, bibliografii i całej naukowej aparatury. Tekst po paru
miesiącach był gotowy. Szczęśliwie udało się przekonać wydawcę, że
odbiorcą książki niekoniecznie musi być siedmioletnie dziecko, szczęśliwie
udało się też ukryć w jednym z rozdziałów najpełniejszą (nadal!)
„polską bibliografię z komentarzami” wydanych na świecie książek
Tolkiena i o Tolkienie. Wymawiając się brakiem czasu (pracujący w
Phantomie Artur Kawiński namawiał mnie na napisanie komentarza do cyklu
LeGuin o Ziemiomorzu) zabrałem się za swoje inne prace. Pod koniec roku
okazało się, że są problemy z tłumaczami, opłacony już przekład wywędrował
w kierunku innego wydawcy a więc i sens publikacji książeczki o Tolkienie
odsunął się w równie mglistą przeszłość. W 1992 jednak
Phantom powrócił do sprawy wydania książki. Ukazała się ona wiosną
1993 roku. Do Andrzeja Kowalskiego, który bohatersko wziął na siebie ciężar
ochrony autora przed czytelnikami, przychodziło sporo listów. Najciekawsze
trafiały potem do mnie. Latem 1993 w audycji III Programu Polskiego Radia
zapowiadano pojawienie się... pierwszej polskiej książki o Tolkienie.
Chodziło jednak o antologię Profesora Jakuba Z. Lichańskiego J.
R. R. Tolkien - Recepcja polska, która ukazała się dopiero trzy lata
później (1996) i pozostawiła nas raczej z uczuciem niedosytu. Na szczęście
praca Beaty Iwickiej, napisana na seminarium Profesor Anny Martuszewskiej (UG),
obroniona z początkiem 1995 roku, została wydana przez Gdański Klub
Fantastyki niemal równocześnie z antologią Lichańskiego i można ją
potraktować jako bardziej kompetentny przewodnik. Fragment rozdziału umieściłem
za wiedzą i zgodą Autorki na tej samej stronie. Wiosną 1999 roku Pani
Iwona Borawska z Radia Gdańsk w swoim autorskim cyklu Ludzie
Księgi przygotowała dwie godzinne audycje o Tolkienie i trzy podobne o
C. S. Lewisie. Brałem udział w nagraniach tych programów i uzyskałem
zgodę Autorki na umieszczenie spisanych z taśmy tekstów w Simbelmynë
Tomka Gubały i Ryśka Derdzińskiego, co mam nadzieję niebawem nastąpi
i będzie kontynuacją naszej już wcześniej rozpoczętej współpracy. W
międzyczasie pojawiła się moja strona w internecie. I niejako z obowiązku
zagościł na niej Tolkien. Z zamierzenia skromna strona musiała teraz
rozrosnąć się do nieco większych rozmiarów - tego chcieli odwiedzający
stronę, rozczarowani trochę tym, że nie ma tutaj wielu poszukiwanych
informacji. A podobno autorstwo Powiernika
Pieśni zobowiązywało mnie do czegoś większego. Pomyślałem też,
że należy się osobna strona C. S. Lewisowi - i w setną rocznicę jego
urodzin taką stronę przygotowałem. Do
tłumaczonych czy napisanych przeze mnie tekstów nawiązują często inne
strony (część adresów można odnaleźć i na mojej stronie). Tu chciałbym
wykorzystać teksty, które były publikowane w trudniej dostępnych
wydawnictwach (SFinks 1995 nr 3 s. 3-9), rozszerzając je o te uwagi,
których nigdzie do tej pory nie publikowałem. Tolkieniści mogą także sięgnąć
do wywiadu, który pojawił się najpierw w drukowanej wersji Simbelmynë,
a teraz dostępny jest w wersji internetowej. * Z całą świadomością niedoskonałości prezentowanego tutaj tekstu zacznijmy od przedstawienia sylwetki pisarza. Urodził się 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein w Południowej Afryce, w historycznej Oranii. Ojciec Tolkiena kierował tam oddziałem banku. Można powiedzieć, iż rodzice pisarza przenieśli się z Anglii do Afryki "za chlebem" po prostu, W 1895 roku Mabel Tolkien odpłynęła z synami - Johnem Ronaldem Reuelem i Hilarym Arthurem Reuelem - do rodziców w Birmingham. Jej mąż pozostał w Afryce w celu uporządkowania spraw i zmarł tam na początku 1896 roku. Wdowa wychowywała synów w warunkach raczej trudnych. Starała się im zapewnić możliwie najlepsze szkoły i solidne wychowanie. Ciężkie przejścia skłoniły ją do szukania pociechy w kościele katolickim, co nie zostało dobrze przyjęte przez jej własną rodzinę i rodzinę jej męża. Matce zawdzięczał przyszły pisarz również szczególny, emocjonalny stosunek do religii. Dużą pomocą służył rodzinie Francis Xavier Morgan, duchowny Oratorium w Birmingham. Jego opieka okazała się szczególnie cenna w czasie choroby Mabel. Mabel Tolkien zmarła na cukrzycę w 1904 roku, wyznaczając na opiekuna swych synów Ojca Morgana. Opiekował się on nimi aż do uzyskania przez nich pełnoletności. Dzięki dość rygorystycznej opiece duchownego Tolkienowi udało się ukończyć szkołę i uzyskać prawo studiowania w Oxfordzie. Młodzieńczy romans ze starszą o trzy lata Edith Bratt (późniejszą żoną Tolkiena) mógł skomplikować trochę studencką karierę bohatera - mimo wybitnych uzdolnień językowych opuścił się on nieco w nauce i stypendium uzyskał dopiero za drugim podejściem. Studia - początkowo filologia klasyczna, później angielska - wydawały się spełniać jego marzenia i dobrze przygotowały go do pracy na uczelni. Przed ukończeniem nauk przeżył jeszcze dramatyczny i istotny dla uformowania poglądu na życie okres służby wojskowej w czasie I wojny światowej. Był na froncie we Francji, tam też zginęło jego dwóch serdecznych przyjaciół ze szkolnego Klubu Herbacianego - R. Q. Gilson i G. B. Smith. Przed
wyjazdem na front Tolkien uporządkował swoje życie prywatne - poślubił
Edith w marcu 1916 roku. Potem były okopy nad Sommą
i częste pobyty Tolkiena w szpitalach. Nawroty gorączki okopowej w pewnym
sensie uratowały mu życie - w tym czasie większość żołnierzy z jego
oddziału zginęła lub trafiła do niemieckich obozów. Okres
rekonwalescencji sfinalizował istniejące już wcześniej literacko-językoznawcze
próby Tolkiena, „Od zawsze” interesowało go kreowanie
sztucznych języków i wymyślanie dla nich sensownego uzasadnienia. Pobyt w
szpitalu, przeżycia frontowe, świadomość moralnego obowiązku wobec
poległych przyjaciół - to wszystko skłoniło go do stworzenia pierwszych
opowieści, które później złożą się na Silmarillion. Po
zakończeniu wojny Tolkien pracuje początkowo w Oxfordzie w redakcji New
English Dictionary, następnie jest niezależnym wykładowcą jednego z
żeńskich kolegiów. W 1920 roku przenosi się na uniwersytet w Leeds,
gdzie pracuje do 1925 roku. Tam rozpoczyna się jego kariera naukowa -
zostaje w 1924 roku profesorem, jednym z najmłodszych w brytyjskim
szkolnictwie. Rok później wraca do Oxfordu i właściwie tu już będzie
przybywał do końca swego zawodowego życia. Życie
profesora brytyjskiej wyższej uczelni obraca się w kręgu utartych raczej
schematów. Praca dydaktyczna, praca naukowa, książki, rodzina, czasami
jakieś hobby w granicach normy, niekiedy życie towarzyskie - ujęte w ramy
klubów, przyjacielskich spotkań z kolegami z wydziału. Życie Tolkiena
wyglądało podobnie - może tylko większą rolę odgrywało tu życie
klubowe, służące bardzo często jako forma i miejsce prezentacji własnych,
pozanaukowych osiągnięć. Tolkien
miał trzech synów i córkę - Johna Francisa Reuela, Michaela Hilary'ego
Reuela, Christophera Reuela i Priscillę. Wymienienie zaś wszystkich jego
bliższych i dalszych znajomych zajęłoby już więcej miejsca. Najważniejszym
z nich - poza przyjaciółmi z okresu szkoły w Birmingham - był bez wątpienia
Clive Staples Lewis, z którym łączyło go wykonywanie zawodu (obaj
pracowali na uczelni), podobny stosunek do świata, wyrażający się m. in.
poprzez ich twórczość literacką i zamiłowanie do pełnego
intelektualnych dyskusji życia klubowego. Różniło ich też parę rzeczy - byli ponadto wyrazistymi i wymykającymi się wszelkim próbom
definicji osobowościami. Ich znajomość przechodziła różne okresy - ale
z pewnością dla obu była czymś cennym. Miejscem
takich „uczonych zabaw” był jeden z pubów, w którym spotykała
się grupa The Inklings (pub nie był jedynym miejscem spotkań tej grupy,
ale może wymienienie go na pierwszym miejscu podziała i na innych inspirująco).
Tutaj odbywały się pierwsze czytania fragmentów Hobbita. Opowieść
została stworzona na użytek synów Tolkiena, szybko jednak wywędrowała z
dziecięcego pokoju i z domowej „dobranocki” stała się opowieścią
rozbawiającą poważnych naukowców. O tej historii dowiedzieli się również
wydawcy i po jakimś czasie - 21 września 1937 roku - książka ukazała się
drukiem. Przysporzyła ona autorowi sławy - ale głównie poza środowiskami
naukowymi. Zaczęła być czytana, wznawiana i wiele osób uważało, że
powinna też otrzymać swój ciąg dalszy. Tolkien
chciał opublikować raczej te materiały, które nie miały charakteru
bajki dla dzieci - cały czas
przygotowywał teksty, które w jego założeniach miały być taką
„mitologią dla Brytyjczyków”. Wydawców jednak interesował
„nowy Hobbit”. W
czasie pracy nad kontynuacją przygód hobbitów okazało się jednak, iż
pomiędzy światem niziołków i światem wielkich opowieści nie ma właściwie
żadnej różnicy. To jeden ląd, jeden czas, ci sami bohaterowie, te same
prawdy i niepokoje - opowieści różniły się jedynie językiem i słuchaczem,
dla którego były przeznaczone. Słuchaczem - albowiem pomimo zapisania ich
na kartkach papieru były przede wszystkim żywym opowiadaniem, kreowanym w
obecności zafascynowanych uczestników jakiegoś spotkania. Prace
nad książką trwały bardzo długo - po drodze Tolkien przygotował wykład-esej
o Beowulfie i drugi - o baśniach (przynajmniej tak potocznie i
bez większych nieporozumień można określić przedmiot tego ostatniego
opracowania). W obu tych tekstach wyraził swój pogląd na temat mitu i baśni
- a wypowiadał się nie tylko jako badacz i czytelnik. Mówił także jako
pisarz, twórca zdumiewającej mitologii, która dopiero po wojnie mogła częściowo
odsłonić swoje oblicze w trzech tomach Władcy Pierścieni. Władca
zaczął ukazywać się w połowie 1954 roku. Czytelnicy otrzymali ostatni
ton jesienią 1955 roku. Wśród przyczyn opóźnienia były z pewnością
perypetie związane z wydawcami, a także pedanteria samego
autora, który długo nie chciał wypuścić maszynopisu z ręki i do
ostatniej chwili dokonywał poprawek i udoskonaleń. Sukces
książki, zainteresowanie innymi tekstami Tolkiena, cały wielki i trwający
nadal ruch wokół autora i jego świata - wszystko to zostało już opisane
wielokrotnie i stale może być uzupełniane. Osobom z branży tego tłumaczyć
nie trzeba, osobom spoza - po prostu tego wytłumaczyć się nie da. Chyba,
że przejdą do tej pierwszej kategorii i staną się „sami z
siebie” - ekspertami. Książki
zmieniły życie Tolkiena, z poważnego naukowca stał się obiektem
prawdziwego kultu. Przyjmował to z humorem, chociaż wiek i uciążliwość
dowodów sympatii mogły mu się dawać we znaki. Sława i pieniądza przyszły
na tyle wcześnie, iż mógł się nimi jeszcze cieszyć, i na tyle późno,
że mógł się temu wszystkiemu przyglądać z pobłażliwością
charakterystyczną dla wieku dojrzałego. Nie oznacza to wcale, iż nie
zaznał trosk - w 1963 roku zmarł C. S, Lewis, ubywało także jego rówieśników
na uczelni. Znosił tego typu pożegnania bardzo źle - wydany w 1967 roku Kowal
z Podlesia Większego jest poetyckim zapisem refleksji człowieka
przeczuwającego nadchodzące osamotnienie, W 1966 roku Tolkienowie obchodzili swoje złote gody. W 1968 przenieśli się do Bournemuth, jakby wymyślonej dla zamożnych emerytów miejscowości udającej kontynentalny kurort. Przemieszkali tu do śmierci Edith - zmarła 29 listopada 1971 roku, Tolkien wrócił do Oxfordu i tutaj - korzystając z gościnności uczelni - mieszkał już do końca swego życia. Porządkował notatki, spotykał się ze znajomymi i rodziną, cieszył dowodami uznania - otrzymał kilka doktoratów honorowych, w tym macierzystego uniwersytetu, a także Order Imperium Brytyjskiego. Ceniono w nim wielkiego badacza, odważnego reformatora szkolnictwa, ale być może przede wszystkim - twórcę świata, do którego nie tylko Brytyjczycy czują sympatię. Zmarł 2 września 1973 roku. Pochowano go obok żony na cmentarzu katolickim w Oxfordzie. * Utwory
literackie Tolkiena przetłumaczono na bardzo wiele języków. Być może
znane są one rzeczywiście w każdym zakątku świata. Bibliografie prac
Tolkiena i o Tolkienie nie są cienkie, to często dość grube tomy. Po śmierci
Tolkiena ukazało się znacznie więcej jego tekstów literackich aniżeli
za jego życia. Syn Christopher opublikował w 1977 roku Silmarillion.
Od 1980 ukazują się dalsze opracowania zachowanej spuścizny pisarza. Część
z nich jest dostępna i w polskich tłumaczeniach. Uwagi
o funkcjonowaniu tekstów Tolkiena wśród czytelników wypadałoby uzupełnić
w tym miejscu drobną refleksją. O Tolkienie pisze się bardzo duże, także
i u nas możemy zauważyć wiele ciekawych publikacji. Co różni to
„nie nasze” i „nasze” badanie twórczości autora
"Władcy"? Otóż przypomina to trochę krążenie bardzo
szlachetnej nauki w kraju leżącym gdzieś na Dachu Świata. Z natury
swojej jest to kraj poprzecinany licznymi dolinami, często gęsto
pozbawionymi możliwości kontaktu ze sobą. Wszędzie też mieszkają
ludzie, którzy z wielkim szacunkiem podchodzą do tekstów kanonicznych
(czytaj - tekstów Tolkiena). Z namaszczeniem dokonuje się porównań pomiędzy
tłumaczeniami różnych translatorów, pisze własne komentarze, bada, głosi,
upowszechnia. I jednocześnie od czasu do czasu odkrywa, że w sąsiedniej
dolinie te same teksty czci się również, uczy ich na pamięć, tępi
wszelkie odstępstwa od kanonu i... nieco inaczej interpretuje. I tu już
jest problem - wspomnienie, iż w innej sekcie (pardon) jest możliwość
takiego odmiennego odczytania jakiejś litery wywołuje wielkie poruszenie.
Stosy nie płoną - okolice to bowiem ubogie w drzewo - aliści magiczne
sztylety fruwają w powietrzu, palce łączą się w tajemne a skuteczne
konfiguracje, niebiosa dudnią na potwierdzenie, iż odszczepieńcy zasłużyli
na odrodzenie się na poziomie pratchawca. I absolutnie nic z tego nie
wynika. Przynajmniej dla osób postronnych. Każda natomiast dolinka ma
swojego „papieża” i kolejkę inkarnacji żądnych
samodoskonalenia, jakby od tego automatycznie zmniejszyć miała się liczba
głodnych duchów. Głodnych oczywiście wglądu w istotę Tolkienowskiego
świata. Tolkien
„po polsku” wymagałby ustosunkowania się do kilku spraw. Po
pierwsze - zebrania porządnej bibliografii tekstów napisanych u nas przez
naszych autorów. Po drugie przygotowania jakiejś pierwszej i nie roszczącej
sobie prawa do kanoniczności antologii iluś tam najsensowniejszych tekstów.
Po czwarte - upublicznienia dyskusji na temat przekładów tekstów samego
Tolkiena. Jeżeli jest coś źle, coś z konieczności czy złej woli przekłamane
pokazać to palcem. I opublikować - przynajmniej fragmenty - własne
propozycje odczytań i przekładów. Po piąte - pewnego wyjaśnienia wymaga
sprawa metodologii badawczych. Niech każdy odpowiada za swoją, a nie za
przypisywaną mu przez jakiegoś nawet najżyczliwszego osobnika. Niech
decyduje efektywność wykorzystania metodologicznych kluczy, ich umiejętność
otwierania tekstu. Niech samo napomknięcie, iż gdzieś ktoś zastosował
coś innego (nawet głupiego i zupełnie nieprzydatnego) nie będzie okazją
do zwoływania krucjaty. Po szóste - niech nasi wydawcy zauważa, iż
bardzo by nam dobrze zrobiło przetłumaczenie kilku sensownych opracowań
obcojęzycznych (pierwsze lepsze chociażby T. A. Shippeya The Road to
Middle Earth, zapowiadane już któryś sezon), może wtedy skończy się
zaczynanie tekstów od Adama i Ewy, i od opracowań o charakterze
podstawowym nie będzie się wymagało wszystkoizmu - od analizy
prasumeryjskich mitów do kwarków, od dokładnego wyjaśnienia
staroegipskich koncepcji na temat związków świata dźwiękowego z
kosmosem w kontekście muzyki Ainurów po zawiłości Ricoeurowskiej
fabularyzacji zachowań symbolicznych i tak dalej. Zwłaszcza, że tego typu
pretensje mają charakter autotelicznych dowartościowań i kończą się na
osobach samych autorów. Na wszystkie propozycje jest miejsce - trzeba tylko
przekonać wydawców do swojej koncepcji. Po siódme wreszcie - niech tych
tekstów będzie więcej, także i tych, do których odwołuje się sam
Tolkien, niech będzie można znaleźć dobre wydania legend Arturiańskich,
islandzkich sag, starogermańskich opowieści i tak dalej... A
teraz krótko i bez roszczenia sobie prawa do kompletności wywodu „co
mamy, czego możemy się spodziewać”. Z pewnością mamy sporą ilość
osób lubiących i znających dobrze Tolkiena. Część z nich grupuje się
wokół różnych inicjatyw zorganizowanych klubów, sekcji, wydawnictw
(nie tylko „po kumotersku” wspomnę tylko Sekcję Tolkienowską
Śląskiego Klubu Fantastyki z publikacjami, wśród których miesięcznik Gwaihirzę
jest już w tej chwili periodykiem godnym najwyższych pochwał - a
przynajmniej był, dopóki spod skrzydeł Andrzeja Kowalskiego „nie
pofrunął” do Warszawy - jest jednak nadzieja w Simbelmynë
i w pomyśle reaktywowania "starszego" Gwaihira).
Powstają prace magisterskie, coś tam mówi się o doktoratach, niektóre
uczelnie mają „Tolkiena” w programach zajęć. Z tego kręgu też
dochodzą głosy o planowanych publikacjach tekstów pomocniczych. Nadal nie mamy opublikowanej bibliografii tekstów o Tolkienie, tekstów napisanych i wydanych "po polsku". Dotarcie do nich jest trudne, zwłaszcza, że część ukazała się w pismach bardzo efemerycznych. Nadal nie mamy sensownej antologii, chyba, że ktoś ją sam sobie domowym sposobem spreparował - wycinki, xero, oprawa itp. Co nie jest trudne - ale funkcjonuje w mikroskopijnych ilościach. Przydałoby się też coś na kształt informatora gdzie, kto i w jaki sposób osobom zainteresowanym może udostępnić teksty podstawowe i opracowania. Najbardziej przedsiębiorczy dotrą i do bibliotek, i do wydawców na Zachodzie, zgoda, tym z mniejszymi możliwościami też jednak coś się należy, przynajmniej na początek. Podstawowy
kanon tekstów Tolkiena jest dostępny w oficjalnych tłumaczeniach i w
legalnych wydaniach. Pozostałe teksty, także opracowania, funkcjonująca
starszych i nowszych edycjach klubowych. Także coraz częściej w
internecie. Przekłady Marii Skibniewskiej (Hobbit, Władca Pierścieni,
Rudy Dżil i jego pies, Kowal z Podlesia Większego i Silmarillion)
weszły do czytelniczego obiegu i nowym tłumaczom tego kanonu bardzo trudno
będzie zaproponować coś na ich miejsce. Nie są doskonałe, zgoda, dobrze
się jednak czytają. Ewentualne korekty można chyba opublikować w jakimś
suplemencie czy ogólnie dostępnym komentarzu. Byłoby te także bardzo
„Tolkienowskie”, autor przecież lubił porównywać różne
wersje „odczytań” jakiegoś tekstu. Z
pozostałymi tłumaczeniami jest już bardzo różnie. Listy świętego
Mikołaja przekonują nas głównie rysunkami i osobistym tonem ich
nadawcy. Tę książkę się głównie ogląda i traktuje jako coś
osobistego. Gorzej jest już z przekładami tekstów poetyckich. Tolkien nie
był najgenialniejszym poetą - wypominali mu to jego najbliżsi. Nie można
jednak robić z niego grafomana - a czegoś takiego dokonano w tłumaczeniu Mythopoei.
Ogólnie Tolkien „poetycki” ma jakoś mniej szczęścia do tłumaczy.
Przygody Toma Bombadila (chociażby w Tolkien dzieciom 1994 -
ale nie tylko) trochę rozczarowują - także tych, którzy oryginału
angielskiego nie znają. A przecież przekłady - przynajmniej filologiczne
- pojawiały się w różnych publikacjach klubowych i można było z nich
skorzystać (chociażby po to, żeby uniknąć jakichś błędów). Liść,
dzieło Niggle'a istnieje już w kilku oficjalnych tłumaczeniach i
prawdopodobnie doczekamy się kolejnej nowej wersji. Wreszcie pojawiło się
tłumaczenie, pełne i oficjalne, wykładu-eseju o baśniach. Wymagałoby
minimalnych korekt - ale można je spokojnie umieścić obok tłumaczeń
Skibniewskiej i powiedzieć, że spory kawał roboty został tu zrobiony i
możemy w tym „temacie” aż tak nie grymasić. Publikacja
Niedokończonych opowieści może wzbudzać emocje. Czy pojawią się
dalsze tłumaczenia przygotowanych przez Christophera Tolkiena archiwaliów?
Czy odbierzemy je tak, jak czytelnicy anglojęzyczni? Czy uda się tłumaczom
znależć ekwiwalent „polski” dla tych subtelności językowych,
które rozgrzeszą fakt opublikowania kilkunastu tomów Historii Sródziemia,
których uroda polega nie na fabule i łatwo uchwytnych zmianach wątków,
postaci itp. a na pokazaniu całego warsztatu pisarza, który szuka,
dobiera, wreszcie szlifuje poszczególne słowa? Jeżeli tłumacz tego nie
potrafi nam przekazać, jeżeli wydawca o tym zapomni, jeżeli poligrafia to
na dodatek skopie - to będzie to szansa stracona i już nie do odrobienia.
No i mamy wreszcie przekłady dwóch biografii Tolkiena. Niestety, czasami
dalekich od ideału (także translatorskiego - ale miło było zauważyć,
że tytułu Goblin Feet fachowcy nie tłumaczą już jako Stopy Goblinów...). Pamiętajmy o pracach obcych, które mogłyby nam trochę pomóc. Część już przetłumaczono i wydano (ciekawa „zielona seria” Ambera) - ale wolałbym zobaczyć je po prostu przygotowane lepiej (atlas jest stanowczo za drogi - jak na kieszeń młodych czytelników i trochę „twórczo” skopany pod względem edytorskim). Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne przekłady będą już przygotowywane solidniej - opłaca się wydawać po prostu dobrze. Złe tłumaczenie nie sprzeda się, osoby „wyspecjalizowane” sięgną po oryginały, czytelnik „polskojęzyczny” może dać się nabrać tylko raz. Potem - w najgorszym wypadku - po prostu „da sobie z Tolkienem spokój”. Chyba, że trafi na jakąś zaskakującą obniżkę cen książek, które jeszcze miesiąc wcześniej odstraszały swoją wysokością potencjalnego nabywcę... Czy
w naszych fascynacjach pojawią się te elementy, które tak ubarwiają życie
miłośników Tolkiena w tzw. szerokim świecie? Różnego rodzaju gadżety,
koszulki, figurki, nagrania, filmy, notesiki i kto tam jeszcze wie co? Być
może tak - są już niebrzydkie i raczej drogie kalendarze - wolałbym
jednak nie zaczynać od jakichś plastykowych koszmarków - bo przecież i
takie gdzieś w świecie robią. Więc może temu „polskiemu
Tolkienowi” dać możliwość zachowania tej spontaniczności i
nieformalności, jaka towarzyszyła nam do tej pory? Mniej komercji, mniej
gonienia za zyskiem - więcej prywatności, bezpośredniości? Więcej
takiego intymnego kontaktu z jego tekstami? Tyle lat obecności Tolkiena w
naszym kraju przyniosło nam sporo radości. Może warto z tego
wyprowadzić jakieś nadzieje i obietnice na nadchodzące lata? Przeszłość
miewaliśmy sympatyczna zadbajmy - więc o równie sympatyczną przyszłość.
I obyśmy z humorem znieśli kolejne filmy "według Tolkiena". |
|
|
|
|
|
|
|
|
O polskich przekładach Tolkiena autor: Tadeusz A. Olszański
|
|
|
Władca
Pierścieni Polski
przekład Władcy Pierścieni był
trzecim z kolei na świecie. Jego pierwsze wydanie ukazał się w latach
1961 - 1963 (oryginał w latach 1954 - 1955; oba ukazywały się kolejno,
tom po tomie). Był to też pierwszy przekład na język niegermański -
przed nami była Holandia (1956) i Szwecja (1959), po nas Dania (1968),
Niemcy (1969), Włochy (1970) i Francja (1972). Tłumaczką była Maria
Skibniewska, jedna z czołowych wówczas tłumaczek literatury
angielskiej, wiersze tłumaczyli Włodzimierz Lewik i Andrzej Nowicki oraz
M. Skibniewska, wreszcie wydawcą - Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik. Nakład
pierwszego wydania wynosił 10 tys. egzemplarzy; wznowień nie było, a w
owych czasach nie praktykowano w Polsce dodruków wedle zapotrzebowania
rynku. A było ono ogromne - książka rozeszła się niemal natychmiast,
następnie zaś była jedną z najczęściej kradzionych z bibliotek. I
tak dobrze, że Władca Pierścieni
zmieścił się w swoistej "luce" gomułkowszczyzny, gdy dość
łatwo było przemycić przez cenzurę rzecz z pozoru niepolityczną; po
1968 r. i "kontrkulturowym" boomie
Tolkiena na Zachodzie na wznowienie nie było szans. Nowe wydanie zaczęto
przygotowywać ok. 1978 r., jednak ujrzało ono światło dzienne dopiero
w 1981 r. Przekład
Marii Skibniewskiej jest dobry, jednak w pierwszym wydaniu było bardzo
wiele pominięć, błędów i dowolności. Ponadto tłumaczyła ona książkę
na podstawie pierwszego wydania angielskiego, nie mogła więc uwzględnić
istotnych zmian, wprowadzonych przez autora do wydania drugiego.
Przygotowując polskie wznowienie M. Skibniewska wprowadziła do tekstu te
zmiany, usunęła też wielką ilość błędów i przeinaczeń, niestety
daleko nie wszystkie. Nie uznała też za stosowne naprawić swego największego
błędu, jakim było zaniechanie tłumaczenia Dodatków,
traktujących o kalendarzach i pismach Śródziemia. Wprowadziła
natomiast konsekwentne oddawanie C przez K, zgodnie z sugerowaną przez
Tolkiena wymową; inne osobliwości ortografii angielskiej, jak TH,
pozostały bez zmian. Drugie
wydanie ukazało się w 1981 r.; jego nakład wyniósł 40 tys., wznowień
i dodruków także nie było. Dopiero w 1990 r. Czytelnik wraz z CIA-Books/SVARO
wznowił Władcę Pierścieni w
kieszonkowym formacie i masowym nakładzie (wg nieoficjalnych danych - 200
tys.). Była to jednak wierna - choć zmniejszona - reprodukcja drugiego
wydania. Jest to więc podstawowe wydanie, które długo jeszcze
pozostanie najbardziej rozpowszechnionym. W
1992 r. otrzymaliśmy kolejne wydanie Władcy
- wydawnictwo Atlantis wydało to dzieło w ozdobnej formie, z wspaniałymi
ilustracjami Allana Lee, chyba najlepszego ilustratora dzieł Tolkiena. I
ta edycja jest jednak dokładnym powtórzeniem tekstu drugiego wydania,
łącznie z pokutującym od 1961 r. błędem redaktora technicznego -
przewróconym do góry nogami napisem na Pierścieniu. Początkowy nakład
wyniósł - o ile wiadomo - 3 tys. egzemplarzy, a z dodrukami mógł sięgnąć
prawdopodobnie 5 tys. Jedyną racją kupowania tej edycji, znacznie droższej
od wydania MUZY, są ilustracje. Na
marginesie - w wyd. Atlantisu zamiast autorskiego rysunku Wrót Morii mamy
dzieło Jacka Kopalskiego. Być może po raz pierwszy na świecie rysunek
ten ukazał się tak, jak życzył sobie Tolkien - białą linią na
ciemnym tle (niestety, tej ilustracji nie ma w dodruku z 1996 r.). A skoro
już o tym - nikt dotychczas nie odważył się zamieścić we Władcy Pierścieni "Stron Mazarbul", które Tolkien
wykonał jako ilustracje do książki, nikt też nie wydrukował run księżycowych
na mapie Throra (w Hobbicie),
tak, by były widoczne dopiero pod światło. A przecież przy dzisiejszym
rozwoju poligrafii jest to wręcz trywialne... Rok
1996 przyniósł wreszcie kompletny przekład opus
magnum Tolkiena; przyszło więc na nie czekać ponad 30 lat. Dzięki
wysiłkom Marka Gumkowskiego, a także Agnieszki Sylwanowicz i niżej
podpisanego, przekład M. Skibniewskiej został istotnie udoskonalony: oprócz
uzupełnienia brakujących aneksów (w przekładzie Ryszarda Derdzińskiego),
a także "wyprostowania" napisu na Pierścieniu oraz Wrót Morii
(dotychczas w lustrzanym odbiciu), M. Gumkowski wprowadził do tekstu ok.
30 fragmentów, pominiętych przez tłumaczkę, w tym 15 dłuższych, niż
jedno zdanie, ok. 120 poważniejszych i kilkaset drobnych poprawek, a także
zmienił 20 nazw i imion, m.in. odsyłając do lamusa nieszczęsnego Gryfa. Zgodnie z wyraźną wskazówką Tolkiena przywrócona też
została oryginalna pisownia C i K. Przekłady czternastu wierszy zostały
zastąpione nowymi, pióra niżej podpisanego, a w kilku innych (zwłaszcza
w Dumie o Earendilu i Pieśni o Tinuviel) M. Gumkowski wprowadził istotne zmiany. Mapy
zostały wykonane na nowo, wg najnowszego wydania brytyjskiego. Przygotowanie
tego wydania toczyło się w szaleńczym tempie, wydawnictwo bowiem chciało
wypuścić książkę na rynek we wrześniu 1996 r., a prace wydawnicze,
łącznie z wklepywaniem całości do komputera, podjęto w czerwcu tegoż
roku. Zabrakło czasu na zczytanie całości przekładu z oryginałem, można
więc było jedynie skorygować błędy, znane już redaktorowi i jego współpracownikom.
Wiele z nich, niestety, umknęło naszej uwadze. Najpoważniejszym błędem
tej edycji jest pominięcie jednej linijki Lamentu
Galadrieli*, są też błędy w tekście R. Derdzińskiego, dostosowującym
tengwar do potrzeb języka polskiego. Zabrakło też czasu na wykonanie
indeksu, który mają wszystkie wydania angielskojęzyczne i większość
dobrych przekładów. Najważniejsze jednak zostało zrobione - przywrócono
kompletność dzieła. Część błędów poprawiono w następnym wydaniu,
jednak większość „powróciła” w wydaniu Kanonu na koniec wieku; w dalszych wydaniach poprawiano też później
spostrzeżone błędy i opustki tłumaczki. Nakład
pierwszego wydania MUZY wyniósł - o ile wiadomo - ok. 6 tys., a łączny
dotychczas - 10 tys., jest więc dość wysoki jak na dzisiejszy rynek.
Miał on też zaporową cenę - w detalu ok. 100 zł., głównie ze względu
na twardą oprawę. Mimo to sprzedawał się dobrze. Wydawnictwo
przygotowuje nowe wydanie, tym razem ilustrowane i w trzech tomach, które
powinno stać się ostatecznym standardem tłumaczenia Marii Skibniewskiej.
Jesienią
1996 ukazało się Bractwo Pierścienia, pierwszy tom nowego przekładu Władcy
Pierścieni pióra Jerzego
Łozińskiego. Wydanie to nie zostało dotychczas doprowadzone do końca,
choć bowiem tom trzeci ukazał się w czerwcu 1997 r., w tym czasie był
już na rynku dodruk Bractwa... z istotnymi zmianami, a następny dodruk, z dalszymi
poprawkami, był w przygotowaniu. Można oczekiwać podobnej rzeczy kolei
także z kolejnymi tomami (dodruk Powrotu
Króla ma zawierać indeks). Jest to reakcja wydawcy na gwałtowną
krytykę, z jaką spotkał się nowy przekład, nie tyle za wprowadzoną
nową wersję nazw i imion (choć to najbardziej bulwersuje fanów), lecz
za liczne, niekiedy b. poważne, błędy. To zagadnienie zostawimy tu
jednak na boku. Tak
pisałem w 1997 r.: ostatecznie ukazały się trzy kolejne redakcje
„pierwszego wydania” dwu pierwszych tomów, dwa zaś -
trzeciego. Zaniechanie wydania trzeciej redakcji tomu trzeciego wiązało
się najpierw chyba z niechęcią do opracowywania indeksu (w rezultacie
nie posiada go żadne z polskich wydań Władcy
Pierścieni), następnie - z decyzją przygotowania nowego,
„filmowego” wydania całości. Ponieważ zaś podstawa do tłumaczenia
ścieżki dialogowej ekranizacji Władcy Pierścieni ma był przekład M.
Skibniewskiej, T. Zysk poczuł się zmuszony do ustępstw: wg
niepotwierdzonych na razie wiadomości mają zniknąć nie tylko „krzaty”,
ale i część innych dowolności nazewniczych. Łączny dotychczasowy nakład
tego wydania można szacować na jakieś 30 tys. (podawana w prasie liczba
100 tys. odnosi się do poszczególnych tomów, a nie do kompletów dzieła).
Wydawnictwo
Amber postanowiło wydać własne tłumaczenie Władcy
Pierścieni (ma to być wydanie luksusowe, trzytomowe - pierwszy tom
oczekiwany jest pod koniec 2001 r.). Tłumaczem jest Cezary Frąc, a jeśli
nasze wiadomości są ścisłe - postanowił on w ogóle nie tłumaczyć
większości nazw i imion (choć czy można zostawić „The
Hill”?) Hobbit,
Silmarillion i inne dzieła Hobbit ukazał się w Polsce w roku 1960, także w przekładzie
M. Skibniewskiej. Nakład wyniósł 10 tys. Był to także trzeci przekład
tej książki na świecie (po szwedzkim i niemieckim, a przed
portugalskim). Drugie wydanie ukazało się w 1985 r. Niestety,
wydawnictwo ISKRY nie uznało za stosowne wprowadzić żadnych zmian,
dostosowujących tekst do II wydania brytyjskiego (po napisaniu Władcy
Pierścieni Tolkien zmienił w Hobbicie
pewne szczegóły), ani usunąć błędów, jak np. wzmianki o elfach
"lekkich" i "podziemnych" (Light i Deep). Nakład
początkowy wyniósł 50 tys., potem zaś ukazało się kilka dodruków w
miękkiej oprawie, wreszcie - z nową okładką. Jesienią 1997 r. nakładem
Atlantisu ukazał się nowy przekład Hobbita,
pióra Pauliny Braiter-Ziemkiewicz. To samo tłumaczenie zostało wydane w
2000 r. przez Amber. Nie mam danych o nakładach tych wydań; natomiast
przekład M. Skibniewskiej jest wciąż wznawiany przez ISKRY (od czasu do
czasu z nowa okładką). Jako, że od kilku lat jest to lektura szkolna,
nakłady musza być bardzo duże. Polski
przekład Silmarillionu ukazał
się w 1985 r., siedem lat po publikacji oryginału i także był jednym z
pierwszych tłumaczeń tego dzieła. Nakład początkowy wyniósł 40 tys.
egzemplarzy, następnie zaś ukazał się szereg dodruków w miękkiej
oprawie. Niestety, śmierć Marii Skibniewskiej przerwała prace nad przekładem,
a SW Czytelnik uznała za stosowne wydać pozostawiony przez nią szkic
bez elementarnej choćby obróbki redakcyjnej. Ten sam tekst został w
1996 r. wydany przez Amber, a w 1998 r. - przez Atlantis. Niestety, tłumaczenie
to jest niepoprawialne, a Silmarillion
trzeba by przetłumaczyć na polski na nowo. Ukazywały
się po polsku także inne dzieła Tolkiena; niektóre - w dużych nakładach,
inne - w małonakładowych pismach lub fanzinach. Już w 1962 r. ukazał
się Rudy Dżil i jego pies, a w
1980 r. - późne, nostalgiczne opowiadanie Kowal z Podlesia Większego, oba w tłumaczeniu M. Skibniewskiej.
Zbiór wierszy Przygody Toma
Bombadila znalazł się, obok wspomnianych opowiadań, w tomie Tolkien
dzieciom. Nowela Leaf by Niggle
doczekała się trzech tłumaczeń (pod różnymi tytułami), poemat Mythopoeia
- także trzech (a właściwie dwóch, bo przekład M. Obarskiego jest
parafrazą, fałszującą wymowę oryginału). Ucztą plastyczną dla miłośników
Tolkiena, a zwłaszcza ich dzieci, stało się wydanie Listów
od Świętego Mikołaja z oryginalnymi rysunkami i akwarelami autora.
Jako osobne wydanie wyszły drukiem wiersze z
Władcy Pierścieni (w tłumaczeniu niżej podpisanego); ich wydanie
polskie jest obszerniejsze, niż brytyjskie, choć tez nie zawiera
wszystkich wierszy, pomieszczonych we Władcy.
Pogodna baśń dla dzieci, Łazikanty,
ukazała się po polsku niemal równocześnie z angielskim pierwodrukiem. Lata
dziewięćdziesiąte przyniosły także wydanie Niedokończonych
opowieści Śródziemia i Numenoru (w dwu różnych przekładach) oraz
dwu tomów The Book of Lost Tales (pod dwoma różnymi tytułami). Dalsze tomy Historii
Śródziemia (w sumie ukazało się ich jedenaście) nie doczekają się
przekładu polskiego ani jakiegokolwiek innego, ze względu na sprzeciw
ich wydawcy, Christophera Tolkiena. W 2000 r. ukazały się natomiast długo
oczekiwane Listy J.R.R. Tolkiena
oraz - mniej oczekiwane i adresowane do znacznie węższego kręgu
czytelników - Potwory i krytycy,
eseje z historii i teorii literatury.
Bibliografia polskich wydań dzieł J.R.R. Tolkiena Hobbit czyli tam i
z powrotem (Hobbit or There and Back
Again) Tłumaczenie
Marii Skibniewskiej, ISKRY, wyd. I 1960, wyd. II 1985, wznowienia 1988,
1991, 1994, dalsze dodruki. Tłumaczenie
Pauliny Braiter-Ziemkiewicz, Atlantis-Rubicon, 1997, Amber 2000. Władca Pierścieni
(The Lord of the Rings) Tłumaczenie
Marii Skibniewskiej, SW Czytelnik, wyd. I 1961-1963, wyd. II (poprawione)
1981, wyd. III (Czytelnik/CIA-Books/Svaro) 1990, Atlantis 1992, dodruki,
MUZA (poprawione i uzupełnione) 1996, 1998, Porozumienie Wydawców 2000. Tłumaczenie
Jerzego Łozińskiego, Zysk i S-ka, Wydawnictwo, 1996-1997, poprawione
wznowienia w następnych latach. Silmarillion (The
Silmarillion) Tłumaczenie
Marii Skibniewskiej, SW Czytelnik, wyd. I 1985, wyd. II 1990,
Amber 1996, Atlantis 1998. Niedokończone
opowieści Numenoru i Śródziemia (The Unfinished Tales of Numenor and Midle-Earth) Tłumaczenie Pauliny Braiter i Agnieszki
Sylwanowicz, Atlantis 1994 Tłumaczenie
Radosława Kota, AMBER (w trzech tomach, jako Niedokończone
Opowieści) 1995 Ponadto:
Aldarion i Erendis (fragment Niedokończonych
Opowieści...) w tłumaczeniu Krzysztofa Sokołowskiego (w)
Feniks 1989 Narn i Hin Hurin (fragment Niedokończonych
Opowieści...) w tłumaczeniu Grzegorza Szczepaniaka (w)
Czerwony Karzeł nr 3 z 1992 r.; wersja poprawiona (w) Dragon Helm nr 1 z
1992 r.
Księga
zaginionych opowieści Tłumaczenie
Magdy Pietrzak-Merta, Atlantis 1995 (The
Book of Lost Tales vol. I)
Ostatnie
legendy Śródziemia Tłumaczenie Magdy Pietrzak-Merta, Atlantis
1996 (The Book of Lost Tales vol. II) Rudy Dżil i jego
pies (Farmer Giles of Ham) Tłumaczenie
Marii Skibniewskiej, ISKRY, wyd. I 1962, wyd. II 1965, wyd. III (razem z Kowalem...)
1980, wyd. IV (jw.) 1989.
Kowal
z Podlesia Większego (Smith of
Wootton Major) Tłumaczenie
Marii Skibniewskiej (patrz wyżej) Przygody Toma
Bombadila (The Adventures of Tom
Bombadil) Tłumaczenie
Agnieszki Kreczmar, (w) Tolkien
dzieciom, razem z Rudym Dżilem...
i Kowalem...) ISKRY
1994 Drzewo i liść (The
Tree and the Leaf) Zawiera:
O baśniach w tłumaczeniu
Joanny Kokot, Liść dzieło
Niggle'a w tłumaczeniu Krzysztofa Sokołowskiego, oraz Mythopoeia
w tłumaczeniu Marka Obarskiego), Zysk i S-ka 1994; wyd. II z Mythopoeią
w tłumaczeniu Jakuba Z. Lichańskiego - 2000. Ponadto: Liść Drobniaka (toż samo, co Liść, dzieło Niggle'a), w tłumaczeniu Józefa Brodzkiego
(w) Życie i Myśl nr 4/1994 Mythopoeia w tłumaczeniu Jakuba Z. Lichańskiego (w)
Gnosis nr 7 z 1995 r. Mitopoeia w tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego (w)
Gwaihirzę nr 82/83 z 1996 r., (w) Gwaihir - wydanie specjalne, Katowice
1997. Listy od Świętego
Mikołaja (The Father Christmas
Letters) Tłumaczenie
Magdy Iwińskiej, Hanny i Piotra Paszkiewiczów, Rebis 1994, dodruki Ponadto: Listy Świętego Mikołaja
(fragmenty), tłumaczenie Andrzeja Kowalskiego (w) Gwaihir nr 1
i 2. Listy Gwiazdkowe (fragmenty),
tłumaczenie H. Truby, P. Paszkiewicza (w) Ład nr 38 z 1982 r. Pan Bliss (Mr
Bliss) W
tłumaczeniu Aleksandry Wieruckiej, bdw. (osobne odbicie z Gwaihirzęcia - tłumaczenie i tekst oryginalny z rysunkami autora) Władca Pierścieni.
Wiersze (Poems from the Lord of the
Rings) W
tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego, Amber, 1998 Łazikanty
(Roverandom) W
tłumaczeniu Pauliny Braiter, Prószyński i S-ka, 1998. Listy J.R.R.
Tolkiena (The Letters of J.R.R.
Tolkien) W
tłumaczeniu Agnieszki Sylwanowicz, Zysk i S-ka, 2000, Potwory i krytycy (Beowulf:
the Mosters and the Ciritics) W
tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego (esej O
baśniach w tłumaczeniu Joanny Kokot),
Zysk i S-ka, 2000. W
powyższym zestawieniu pominęliśmy publikacje w czasopismach fragmentów
tłumaczeń, które następnie ukazały się w formie książkowej. Pominęliśmy
też publikację Amberu Pan
Gawen i Zielony rycerz; Perła; Król Orfeo, gdyż nie są to
oryginalne dzieła Tolkiena, lecz dokonane przezeń tłumaczenia średnioangielskich
poematów. Na
łamach Gwaihirzęcia ukazywały się również liczne tłumaczenia wierszy
J.R.R. Tolkiena pióra Marii Augustyniak, Arkadiusza Kubali, Tadeusza A.
Olszańskiego i Macieja Wygnańskiego. Ukazały się też fragmenty On
Fairy Stories (O Baśni) w przekładach Michała Błażejewskiego
i Aleksandry Wieruckiej. Nota:
powyższy tekst ukazał się w Gwaihirze - wydaniu specjalnym w 1997 r.
teraz jedynie przejrzałem go i uzupełniłem. *
Na str. 495 Drużyny Pierścienia
po trzecim wierszy drugiej strofy (ar
ilyë tier undulávë lumbulë) powinien następować wiersz (ar
sindanóriello caita mornië).
|
|