O Pisarzu

 

Tolkien "po polsku" i nie tylko

O polskich przekładach Tolkiena

Nowy przekład Władcy Pierścieni

Bibliografia

Polska bibliografia (prof. J.Z. Lichańskiego)

Jak powstawał Władca Pierścieni

Album rodzinny Tolkienów

Rysunki J.R.R. Tolkiena

Galeria zdjęć J.R.R. Tolkiena

Galeria zdjęć z Oksfordu Inklingów

Wywiad dla BBC Radio

C.S. Lewis - Portret pisarza

W pubie Eagle and Child

 

 

 

   

Utwory J.R.R. Tolkiena:

 

Atrabeth Finrod Ah Andreth

Cuivienyarna

Duet Enta i Żony

Dodatek o wymowie z Silmarillionu

Eärendillinwë (Duma o Eärendelu)

Kor

Mitopoeia

Mitopoeia (oryginał)

Nowy Cień (kontynuacja Władcy Pierścieni)

Opowieść Adanel

Ostatnia Pieśń Bilba (tł. T.A. Olszański)

Ostatnia Pieśń Bilba (tł. A. Sylwanowicz)

Ostatnia Pieśń Bilba (oryginał)

Pieśń o Eärendelu (fragment)

Przysięga Synów Fëanora

Skowytuny

Stary Las i Wierzbowija (z Powrotu Cienia)

Tom Bombadil (z Powrotu Cienia)

Upiór Kurhanów (z Powrotu Cienia)

Przybycie do Bree (z Powrotu Cienia) 

Trzy Pierścienie (tł. Marek Gumkowski)

 

Wszystkie utwory zamieszczamy za zgodą i wiedzą ich polskich tłumaczy.

 

 

 

   

Drużyna Pierścienia   

  • Cień przeszłości (fragment)

  • Zwierciadło Galadrieli (fragment)

 

 

 

Dwie Wieże po polsku!

 

Niezapominka, dzięki uprzejmości naszego przyjaciela Adana, może zaprezentować wybrane odcinki słuchowiska PR1 nadawanego w wakacje 2002 w formacie mp3. Jakość jest "radiowa", ale dzięki temu plik zajmuje niewiele i... nie jesteśmy konkurencją dla ewentualnej edycji CD, którą planują twórcy. Potraktujcie to jako materiał promocyjny słuchowiska i okazję dla tych, którzy nie mieli okazji by wysłuchać na żywo audycji w radiowej Jedynce. 

 

Odcinek 2 [1,8 MB]

Odcinek 3 [1,7 MB]

Odcinek 4 [1,6 MB]

Odcinek 5 [1,5 MB]

Odcinek 6 [1,5 MB]

Odcinek 7 [900 KB]

Odcinek 8 [1,5 MB]

Odcinek 9 [1,5 MB]

Odcinek 13 [1,7 MB]

Odcinek 16 [1,7 MB]

Odcinek 17 [1,7 MB]

Odcinek 18 [1,7 MB]

Odcinek 19 [1,7 MB]

Odcinek 20 [1,7 MB]

Odcinek 23 [1,6 MB]

Odcinek 26 [1,7 MB]

Odcinek 27 [1,7 MB]

Odcinek 29 [1,7 MB]

Odcinek 30 [1,5 MB]

Odcinek 32 [1,4 MB]

Odcinek 33 [1,7 MB]

Odcinek 34 [1,8 MB]

Odcinek 35 [1,7 MB]

Odcinek 36 [1,8 MB]

Odcinek 37 [1,8 MB]

Odcinek 38 [1,9 MB]

Odcinek 40 [1,8 MB]

Odcinek 42 [1,9 MB]

Odcinek 45 [1,6 MB]

Odcinek 47 [1,2 MB]

Odcinek 50 [640 KB]

Odcinek 51 [1,6 MB]

Odcinek 52 [1,3 MB]

Odcinek 53 [1,6 MB]

Odcinek 54 [1,6 MB]

Odcinek 56 [1,7 MB]

Odcinek 57 [1,7 MB]

 

 

J.R.R. Tolkien czyta Władcę Pierścieni

 

Pliki mp3 utworzone z oryginalnych płyt gramofonowych. Stąd jakość poszczególnych nagrań może odbiegać od tej, jaką oferują pliki tworzone z płyt kompaktowych. Wszelkie nagrania powstały przed rokiem 1975, czyli ponad 25 lat temu.

 

The Shadow of the Past ('I cannot read the fiery letters...') [453 KB]

Three is Company ('The Road goes ever on and on...') [174 KB]

Three is Company II ('Upon the hearth the fire is red...') [514 KB]

Three is Company III ('Snow-white! Snow-white!..,') [340 KB]

A Conspiracy Unmasked ('The voice of Pippin...') [371 KB]

A Conspiracy Unmasked II ('Farewell we call to hearth and hall!...') [264 KB]

The Old Forest ('Hey! Come mery dol!...'; 'Hop along, my little friends...') [509 KB]

At the Sign of the Prancing Pony ('There is an inn...') [933 KB]

A Knife in the Dark ('Gil-galad was an Elven King...') [245 KB]

A Knife in the Dark II ('I will tell you the tale of Tinuviel...') [1,50 MB]

Flight to the Ford ('Standing up, with his hand...') [1,30 MB]

Many Meetings ('The got up and withdrew...') [284 KB]

A Journey in the Dark ('The world was young...') [852 KB]

Lothlorien ('An Elven-maid there was of old...') [852 KB]

The Mirror of Galadriel ('When evening in the Shire...') [492 KB]

Farewell to Lorien ('Ai! laurie lantar...') [422 KB]

The Departure of Boromir ('For a while the three companions...') [1,30 MB]

Treebeard ('An Ent? said Merry...') [675 KB]

Treebeard II ('Treebeard fell silent...') [627 KB]

Treebeard III ('There was an elvish song...') [1,10 MB]

Treebeard IV ('The Orcs came with axes...') [383 KB]

Treebeard V ('The with a crash...'; 'To Isengard...') [582 KB]

The King of the Golden Hall ('It runs...') [329 KB]

The King of the Golden Hall ('In Dwimordene...') [236 KB]

The Passage of the Marshes ('Gollum...') [489 KB]

The Black Gate Is Closed ('Where there any oliphaunts...') [495 KB]

Of Herbs and Stewed Rabbit ('A little way...') [3,60 MB]

The Muster of Rohan ('... so without horn...') [571 KB]

The Ride of the Rohirrim ('Then since we must look...') [4,10 MB]

The Battle of the Pelennor Fields ('No few had fallen...') [790 KB]

Mount Doom ('There at the bend...') [3,40 MB]

The Steward and the King ('And before the sun had fallen...') [416 KB]

Farewell to Lorien II ('Ai! laurie lantar...') [689 KB]

 

 

Tolkien "po polsku" i nie tylko 

autor: Michał Błażejewski

 

 

[Pierwotna wersja tekstu została opublikowana na stronie domowej autora: http://www.fabryka.com/mb/inni/tolkien/blazejewski.html]

 

Ani się obejrzymy, jak za paręnaście lat minie pół wieku od pierwszego wydania polskiego przekładu Hobbita. Wynika z tego, iż do pełnoletności dochodzi właśnie drugie pokolenie Polaków, dla których - przynajmniej teoretycznie - Tolkien w naszym kraju istniał „od zawsze”. W ciągu ostatnich lat zmieniło się bez wątpienia polskie „myślenie o Tolkienie”. I nie chodzi tutaj jedynie o ciekawie rozwijający się ruch fanowski. Również i poza kręgiem wtajemniczonych obraz Tolkiena ulegał stopniowej i dość radykalnej przemianie. Z autora bajki dla dzieci stał się kreatorem świata fantasy, dostrzeżono w jego biografii także elementy nowe - niektórzy ze zdziwieniem dowiedzieli się, iż był on profesorem brytyjskich uniwersytetów, nie tylko poczytnym pisarzem. Ostatnio „odkryto” Tolkiena jako teoretyka baśni. Ta dość pokrętna droga polskich odkryć daje się wytłumaczyć opublikowaniem kolejnych przekładów (odpowiada też chyba i „pozapolskim” etapom poznawania twórcy i jego książek).

Pisanie w takiej sytuacji „ogólnie o Tolkienie” - w dodatku na stronie WWW - jest zabiegiem ryzykownym. Czytelnik wyspecjalizowany, w dodatku zaangażowany emocjonalnie, posiada znacznie więcej informacji o przedmiocie swego zainteresowania aniżeli stojący zawsze z boku badacz. Ponadto nawet najobszerniejsze i najskrupulatniejsze opracowanie zawsze będzie pozostawiało uczucie niedosytu u osób dobrze znających Tolkiena, natomiast osoby miłujące innych pisarzy i inne książki z pewnością nie zostaną przekonane i odrzucą tekst z głębokim niesmakiem, iż znowu jacyś „tolkieniści” wypisują te same bzdury, zamiast zająć się czymś sensownym, na przykład takim....(wpisać nazwisko ulubionego pisarza).

Parokrotnie pisałem o Tolkienie. Dwa pierwsze teksty ukazały się w latach 1985-1986 w Gwaihirze, biuletynie Sekcji Tolkienowskiej Śląskiego Klubu Fantastyki. Potem były teksty w zastępującym ten biuletyn Gwaihirzęciu - tu od listopada 1990 do października 1993 prawie co miesiąc ukazywało się moje omówienie biografii Tolkiena, będące właściwie przekładem książki Carpentera, nazywanym jednak ze względu na brak praw autorskich i na dość częste dodatkowe komentarze „opracowaniem”. Do wydania przymierzało się Wydawnictwo Alfa - tak przynajmniej informował o tym biuletyn w czerwcu 1995. W każdym razie wydanie klubowe cieszyło się dużym zainteresowaniem. Tuż po biografii tłumaczyłem esej o baśniach - On Fairy-Stories . Pierwszy fragment ukazał się w listopadzie 1993 roku. Po kilku odcinkach schowałem przekład do szuflady - oficjalna wersja była bowiem już w zapowiedziach wydawniczych. W kwietniu 1993 roku ukazała się natomiast moja książka J. R.R. Tolkien - Powiernik Pieśni, wydana przez gdański Phantom Press. Ta publikacja miała dość zabawną przeszłość. Parę razy namawiałem Andrzeja Kowalskiego do przygotowania antologii polskich tekstów o Tolkienie. Redakcja ówczesnego miesięcznika Literatura na Świecie była także zainteresowana przygotowaniem numeru tolkienowskiego. Gromadziłem więc różnego rodzaju materiały, notatki, przekłady. Ale nic z tego jakoś nie wychodziło. Tuż przed Wielkanocą 1991 roku, Wioletta Leszczyńska, wtedy redaktor Phantom Pressu, zaproponowała mi tłumaczenie Niedokończonych opowieści Tolkiena. Termin był naglący - wrzesień 1991. Nie miałem jednak czasu, siedziałem po uszy w książce o stereotypach Ziemiomorza. Zaproponowałem natomiast napisanie komentarza-posłowia i poprosiłem Andrzeja Kowalskiego o znalezienie kompetentnych tłumaczy w Sekcji Tolkienowskiej. Wioletta Leszczyńska z kolei zaproponowała opublikowanie przekładu biografii Carpentera, które to tłumaczenie znała we fragmentach z czasu swoich studiów, kiedy prowadziłem monograficzne zajęcia „z Tolkiena”. Ale przekład też nie był jeszcze gotowy. Stanęło więc na tym, że publikacji Opowieści towarzyszyć będzie jakaś mała, poręczna książeczka o Tolkienie. Bez przypisów, bibliografii i całej naukowej aparatury. Tekst po paru miesiącach był gotowy. Szczęśliwie udało się przekonać wydawcę, że odbiorcą książki niekoniecznie musi być siedmioletnie dziecko, szczęśliwie udało się też ukryć w jednym z rozdziałów najpełniejszą (nadal!) „polską bibliografię z komentarzami” wydanych na świecie książek Tolkiena i o Tolkienie. Wymawiając się brakiem czasu (pracujący w Phantomie Artur Kawiński namawiał mnie na napisanie komentarza do cyklu LeGuin o Ziemiomorzu) zabrałem się za swoje inne prace. Pod koniec roku okazało się, że są problemy z tłumaczami, opłacony już przekład wywędrował w kierunku innego wydawcy a więc i sens publikacji książeczki o Tolkienie odsunął się w równie mglistą przeszłość. W 1992 jednak Phantom powrócił do sprawy wydania książki. Ukazała się ona wiosną 1993 roku. Do Andrzeja Kowalskiego, który bohatersko wziął na siebie ciężar ochrony autora przed czytelnikami, przychodziło sporo listów. Najciekawsze trafiały potem do mnie. Latem 1993 w audycji III Programu Polskiego Radia zapowiadano pojawienie się... pierwszej polskiej książki o Tolkienie. Chodziło jednak o antologię Profesora Jakuba Z. Lichańskiego J. R. R. Tolkien - Recepcja polska, która ukazała się dopiero trzy lata później (1996) i pozostawiła nas raczej z uczuciem niedosytu. Na szczęście praca Beaty Iwickiej, napisana na seminarium Profesor Anny Martuszewskiej (UG), obroniona z początkiem 1995 roku, została wydana przez Gdański Klub Fantastyki niemal równocześnie z antologią Lichańskiego i można ją potraktować jako bardziej kompetentny przewodnik. Fragment rozdziału umieściłem za wiedzą i zgodą Autorki na tej samej stronie. Wiosną 1999 roku Pani Iwona Borawska z Radia Gdańsk w swoim autorskim cyklu Ludzie Księgi przygotowała dwie godzinne audycje o Tolkienie i trzy podobne o C. S. Lewisie. Brałem udział w nagraniach tych programów i uzyskałem zgodę Autorki na umieszczenie spisanych z taśmy tekstów w Simbelmynë Tomka Gubały i Ryśka Derdzińskiego, co mam nadzieję ­niebawem nastąpi i będzie kontynuacją naszej już wcześniej rozpoczętej współpracy.

W międzyczasie pojawiła się moja strona w internecie. I niejako z obowiązku zagościł na niej Tolkien. Z zamierzenia skromna strona musiała teraz rozrosnąć się do nieco większych rozmiarów - tego chcieli odwiedzający stronę, rozczarowani trochę tym, że nie ma tutaj wielu poszukiwanych informacji. A podobno autorstwo Powiernika Pieśni zobowiązywało mnie do czegoś większego. Pomyślałem też, że należy się osobna strona C. S. Lewisowi - i w setną rocznicę jego urodzin taką stronę przygotowałem.

Do tłumaczonych czy napisanych przeze mnie tekstów nawiązują często inne strony (część adresów można odnaleźć i na mojej stronie). Tu chciałbym wykorzystać teksty, które były publikowane w trudniej dostępnych wydawnictwach (SFinks 1995 nr 3 s. 3-9), rozszerzając je o te uwagi, których nigdzie do tej pory nie publikowałem. Tolkieniści mogą także sięgnąć do wywiadu, który pojawił się najpierw w drukowanej wersji Simbelmynë, a teraz dostępny jest w wersji internetowej.

*

Z całą świadomością niedoskonałości prezentowanego tutaj tekstu zacznijmy od przedstawienia sylwetki pisarza.

Urodził się 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein w Południowej Afryce, w historycznej Oranii. Ojciec Tolkiena kierował tam oddziałem banku. Można powiedzieć, iż rodzice pisarza przenieśli się z Anglii do Afryki "za chlebem" po prostu, W 1895 roku Mabel Tolkien odpłynęła z synami - Johnem Ronaldem Reuelem i Hilarym Arthurem Reuelem - do rodziców w Birmingham. Jej mąż pozostał w Afryce w celu uporządkowania spraw i zmarł tam na początku 1896 roku. Wdowa wychowywała synów w warunkach raczej trudnych. Starała się im zapewnić możliwie najlepsze szkoły i solidne wychowanie. Ciężkie przejścia skłoniły ją do szukania pociechy w kościele katolickim, co nie zostało dobrze przyjęte przez jej własną rodzinę i rodzinę jej męża. Matce zawdzięczał przyszły pisarz również szczególny, emocjonalny stosunek do religii. Dużą pomocą służył rodzinie Francis Xavier Morgan, duchowny Oratorium w Birmingham. Jego opieka okazała się szczególnie cenna w czasie choroby Mabel. Mabel Tolkien zmarła na cukrzycę w 1904 roku, wyznaczając na opiekuna swych synów Ojca Morgana. Opiekował się on nimi aż do uzyskania przez nich pełnoletności. Dzięki dość rygorystycznej opiece duchownego Tolkienowi udało się ukończyć szkołę i uzyskać prawo studiowania w Oxfordzie. Młodzieńczy romans ze starszą o trzy lata Edith Bratt (późniejszą żoną Tolkiena) mógł skomplikować trochę studencką karierę bohatera - mimo wybitnych uzdolnień językowych opuścił się on nieco w nauce i stypendium uzyskał dopiero za drugim podejściem.

Studia - początkowo filologia klasyczna, później angielska - wydawały się spełniać jego marzenia i dobrze przygotowały go do pracy na uczelni. Przed ukończeniem nauk przeżył jeszcze dramatyczny i istotny dla uformowania poglądu na życie okres służby wojskowej w czasie I wojny światowej. Był na froncie we Francji, tam też zginęło jego dwóch serdecznych przyjaciół ze szkolnego Klubu Herbacianego - R. Q. Gilson i G. B. Smith.

Przed wyjazdem na front Tolkien uporządkował swoje życie prywatne - poślubił Edith w marcu 1916 roku. Potem były okopy nad Sommą i częste pobyty Tolkiena w szpitalach. Nawroty gorączki okopowej w pewnym sensie uratowały mu życie - w tym czasie większość żołnierzy z jego oddziału zginęła lub trafiła do niemieckich obozów.

Okres rekonwalescencji sfinalizował istniejące już wcześniej literacko-językoznawcze próby Tolkiena, „Od zawsze” interesowało go kreowanie sztucznych języków i wymyślanie dla nich sensownego uzasadnienia. Pobyt w szpitalu, przeżycia frontowe, świadomość moralnego obowiązku wobec poległych przyjaciół - to wszystko skłoniło go do stworzenia pierwszych opowieści, które później złożą się na Silmarillion.

Po zakończeniu wojny Tolkien pracuje początkowo w Oxfordzie w redakcji New English Dictionary, następnie jest niezależnym wykładowcą jednego z żeńskich kolegiów. W 1920 roku przenosi się na uniwersytet w Leeds, gdzie pracuje do 1925 roku. Tam rozpoczyna się jego kariera naukowa - zostaje w 1924 roku profesorem, jednym z najmłodszych w brytyjskim szkolnictwie. Rok później wraca do Oxfordu i właściwie tu już będzie przybywał do końca swego zawodowego życia.

Życie profesora brytyjskiej wyższej uczelni obraca się w kręgu utartych raczej schematów. Praca dydaktyczna, praca naukowa, książki, rodzina, czasami jakieś hobby w granicach normy, niekiedy życie towarzyskie - ujęte w ramy klubów, przyjacielskich spotkań z kolegami z wydziału. Życie Tolkiena wyglądało podobnie - może tylko większą rolę odgrywało tu życie klubowe, służące bardzo często jako forma i miejsce prezentacji własnych, pozanaukowych osiągnięć.

Tolkien miał trzech synów i córkę - Johna Francisa Reuela, Michaela Hilary'ego Reuela, Christophera Reuela i Priscillę. Wymienienie zaś wszystkich jego bliższych i dalszych znajomych zajęłoby już więcej miejsca. Najważniejszym z nich - poza przyjaciółmi z okresu szkoły w Birmingham - był bez wątpienia Clive Staples Lewis, z którym łączyło go wykonywanie zawodu (obaj pracowali na uczelni), podobny stosunek do świata, wyrażający się m. in. poprzez ich twórczość literacką i zamiłowanie do pełnego intelektualnych dyskusji życia klubowego. Różniło ich też parę rzeczy - byli ponadto wyrazistymi i wymykającymi się wszelkim próbom definicji osobowościami. Ich znajomość przechodziła różne okresy - ale z pewnością dla obu była czymś cennym.

Miejscem takich „uczonych zabaw” był jeden z pubów, w którym spotykała się grupa The Inklings (pub nie był jedynym miejscem spotkań tej grupy, ale może wymienienie go na pierwszym miejscu podziała i na innych inspirująco). Tutaj odbywały się pierwsze czytania fragmentów Hobbita. Opowieść została stworzona na użytek synów Tolkiena, szybko jednak wywędrowała z dziecięcego pokoju i z domowej „dobranocki” stała się opowieścią rozbawiającą poważnych naukowców. O tej historii dowiedzieli się również wydawcy i po jakimś czasie - 21 września 1937 roku - książka ukazała się drukiem. Przysporzyła ona autorowi sławy - ale głównie poza środowiskami naukowymi. Zaczęła być czytana, wznawiana i wiele osób uważało, że powinna też otrzymać swój ciąg dalszy.

Tolkien chciał opublikować raczej te materiały, które nie miały charakteru bajki dla dzieci -  cały czas przygotowywał teksty, które w jego założeniach miały być taką „mitologią dla Brytyjczyków”. Wydawców jednak interesował „nowy Hobbit”.

W czasie pracy nad kontynuacją przygód hobbitów okazało się jednak, iż pomiędzy światem niziołków i światem wielkich opowieści nie ma właściwie żadnej różnicy. To jeden ląd, jeden czas, ci sami bohaterowie, te same prawdy i niepokoje - opowieści różniły się jedynie językiem i słuchaczem, dla którego były przeznaczone. Słuchaczem - albowiem pomimo zapisania ich na kartkach papieru były przede wszystkim żywym opowiadaniem, kreowanym w obecności zafascynowanych uczestników jakiegoś spotkania.

Prace nad książką trwały bardzo długo - po drodze Tolkien przygotował wykład-esej o Beowulfie i drugi - o baśniach (przynajmniej tak potocznie i bez większych nieporozumień można określić przedmiot tego ostatniego opracowania). W obu tych tekstach wyraził swój pogląd na temat mitu i baśni - a wypowiadał się nie tylko jako badacz i czytelnik. Mówił także jako pisarz, twórca zdumiewającej mitologii, która dopiero po wojnie mogła częściowo odsłonić swoje oblicze w trzech tomach Władcy Pierścieni. Władca zaczął ukazywać się w połowie 1954 roku. Czytelnicy otrzymali ostatni ton jesienią 1955 roku. Wśród przyczyn opóźnienia były z pewnością perypetie związane z wydawcami, a także pedanteria samego autora, który długo nie chciał wypuścić maszynopisu z ręki i do ostatniej chwili dokonywał poprawek i udoskonaleń.

Sukces książki, zainteresowanie innymi tekstami Tolkiena, cały wielki i trwający nadal ruch wokół autora i jego świata - wszystko to zostało już opisane wielokrotnie i stale może być uzupełniane. Osobom z branży tego tłumaczyć nie trzeba, osobom spoza - po prostu tego wytłumaczyć się nie da. Chyba, że przejdą do tej pierwszej kategorii i staną się „sami z siebie” - ekspertami.

Książki zmieniły życie Tolkiena, z poważnego naukowca stał się obiektem prawdziwego kultu. Przyjmował to z humorem, chociaż wiek i uciążliwość dowodów sympatii mogły mu się dawać we znaki. Sława i pieniądza przyszły na tyle wcześnie, iż mógł się nimi jeszcze cieszyć, i na tyle późno, że mógł się temu wszystkiemu przyglądać z pobłażliwością charakterystyczną dla wieku dojrzałego. Nie oznacza to wcale, iż nie zaznał trosk - w 1963 roku zmarł C. S, Lewis, ubywało także jego rówieśników na uczelni. Znosił tego typu pożegnania bardzo źle - wydany w 1967 roku Kowal z Podlesia Większego jest poetyckim zapisem refleksji człowieka przeczuwającego nadchodzące osamotnienie,

W 1966 roku Tolkienowie obchodzili swoje złote gody. W 1968 przenieśli się do Bournemuth, jakby wymyślonej dla zamożnych emerytów miejscowości udającej kontynentalny kurort. Przemieszkali tu do śmierci Edith - zmarła 29 listopada 1971 roku, Tolkien wrócił do Oxfordu i tutaj - korzystając z gościnności uczelni - mieszkał już do końca swego życia. Porządkował notatki, spotykał się ze znajomymi i rodziną, cieszył dowodami uznania - otrzymał kilka doktoratów honorowych, w tym macierzystego uniwersytetu, a także Order Imperium Brytyjskiego. Ceniono w nim wielkiego badacza, odważnego reformatora szkolnictwa, ale być może przede wszystkim - twórcę świata, do którego nie tylko Brytyjczycy czują sympatię. Zmarł 2 września 1973 roku. Pochowano go obok żony na cmentarzu katolickim w Oxfordzie.

*

Utwory literackie Tolkiena przetłumaczono na bardzo wiele języków. Być może znane są one rzeczywiście w każdym zakątku świata. Bibliografie prac Tolkiena i o Tolkienie nie są cienkie, to często dość grube tomy. Po śmierci Tolkiena ukazało się znacznie więcej jego tekstów literackich aniżeli za jego życia. Syn Christopher opublikował w 1977 roku Silmarillion. Od 1980 ukazują się dalsze opracowania zachowanej spuścizny pisarza. Część z nich jest dostępna i w polskich tłumaczeniach.

Uwagi o funkcjonowaniu tekstów Tolkiena wśród czytelników wypadałoby uzupełnić w tym miejscu drobną refleksją. O Tolkienie pisze się bardzo duże, także i u nas możemy zauważyć wiele ciekawych publikacji. Co różni to „nie nasze” i „nasze” badanie twórczości autora "Władcy"? Otóż przypomina to trochę krążenie bardzo szlachetnej nauki w kraju leżącym gdzieś na Dachu Świata. Z natury swojej jest to kraj poprzecinany licznymi dolinami, często gęsto pozbawionymi możliwości kontaktu ze sobą. Wszędzie też mieszkają ludzie, którzy z wielkim szacunkiem podchodzą do tekstów kanonicznych (czytaj - tekstów Tolkiena). Z namaszczeniem dokonuje się porównań pomiędzy tłumaczeniami różnych translatorów, pisze własne komentarze, bada, głosi, upowszechnia. I jednocześnie od czasu do czasu odkrywa, że w sąsiedniej dolinie te same teksty czci się również, uczy ich na pamięć, tępi wszelkie odstępstwa od kanonu i... nieco inaczej interpretuje. I tu już jest problem - wspomnienie, iż w innej sekcie (pardon) jest możliwość takiego odmiennego odczytania jakiejś litery wywołuje wielkie poruszenie. Stosy nie płoną - okolice to bowiem ubogie w drzewo - aliści magiczne sztylety fruwają w powietrzu, palce łączą się w tajemne a skuteczne konfiguracje, niebiosa dudnią na potwierdzenie, iż odszczepieńcy zasłużyli na odrodzenie się na poziomie pratchawca. I absolutnie nic z tego nie wynika. Przynajmniej dla osób postronnych. Każda natomiast dolinka ma swojego „papieża” i kolejkę inkarnacji żądnych samodoskonalenia, jakby od tego automatycznie zmniejszyć miała się liczba głodnych duchów. Głodnych oczywiście wglądu w istotę Tolkienowskiego świata.

Tolkien „po polsku” wymagałby ustosunkowania się do kilku spraw. Po pierwsze - zebrania porządnej bibliografii tekstów napisanych u nas przez naszych autorów. Po drugie ­przygotowania jakiejś pierwszej i nie roszczącej sobie prawa do kanoniczności antologii iluś tam najsensowniejszych tekstów. Po czwarte - upublicznienia dyskusji na temat przekładów tekstów samego Tolkiena. Jeżeli jest coś źle, coś z konieczności czy złej woli przekłamane ­pokazać to palcem. I opublikować - przynajmniej fragmenty - własne propozycje odczytań i przekładów. Po piąte - pewnego wyjaśnienia wymaga sprawa metodologii badawczych. Niech każdy odpowiada za swoją, a nie za przypisywaną mu przez jakiegoś nawet najżyczliwszego osobnika. Niech decyduje efektywność wykorzystania metodologicznych kluczy, ich umiejętność otwierania tekstu. Niech samo napomknięcie, iż gdzieś ktoś zastosował coś innego (nawet głupiego i zupełnie nieprzydatnego) nie będzie okazją do zwoływania krucjaty. Po szóste - niech nasi wydawcy zauważa, iż bardzo by nam dobrze zrobiło przetłumaczenie kilku sensownych opracowań obcojęzycznych (pierwsze lepsze ­chociażby T. A. Shippeya The Road to Middle Earth, zapowiadane już któryś sezon), może wtedy skończy się zaczynanie tekstów od Adama i Ewy, i od opracowań o charakterze podstawowym nie będzie się wymagało wszystkoizmu - od analizy prasumeryjskich mitów do kwarków, od dokładnego wyjaśnienia staroegipskich koncepcji na temat związków świata dźwiękowego z kosmosem w kontekście muzyki Ainurów po zawiłości Ricoeurowskiej fabularyzacji zachowań symbolicznych i tak dalej. Zwłaszcza, że tego typu pretensje mają charakter autotelicznych dowartościowań i kończą się na osobach samych autorów. Na wszystkie propozycje jest miejsce - trzeba tylko przekonać wydawców do swojej koncepcji. Po siódme wreszcie - niech tych tekstów będzie więcej, także i tych, do których odwołuje się sam Tolkien, niech będzie można znaleźć dobre wydania legend Arturiańskich, islandzkich sag, starogermańskich opowieści i tak dalej...

A teraz krótko i bez roszczenia sobie prawa do kompletności wywodu „co mamy, czego możemy się spodziewać”. Z pewnością mamy sporą ilość osób lubiących i znających dobrze Tolkiena. Część z nich grupuje się wokół różnych inicjatyw zorganizowanych ­klubów, sekcji, wydawnictw (nie tylko „po kumotersku” wspomnę tylko Sekcję Tolkienowską Śląskiego Klubu Fantastyki z publikacjami, wśród których miesięcznik Gwaihirzę jest już w tej chwili periodykiem godnym najwyższych pochwał - a przynajmniej był, dopóki spod skrzydeł Andrzeja Kowalskiego „nie pofrunął” do Warszawy - jest jednak nadzieja w Simbelmynë i w pomyśle reaktywowania "starszego" Gwaihira). Powstają prace magisterskie, coś tam mówi się o doktoratach, niektóre uczelnie mają „Tolkiena” w programach zajęć. Z tego kręgu też dochodzą głosy o planowanych publikacjach tekstów pomocniczych.

Nadal nie mamy opublikowanej bibliografii tekstów o Tolkienie, tekstów napisanych i wydanych "po polsku". Dotarcie do nich jest trudne, zwłaszcza, że część ukazała się w pismach bardzo efemerycznych. Nadal nie mamy sensownej antologii, chyba, że ktoś ją sam sobie domowym sposobem spreparował - wycinki, xero, oprawa itp. Co nie jest trudne - ale funkcjonuje w mikroskopijnych ilościach. Przydałoby się też coś na kształt informatora gdzie, kto i w jaki sposób osobom zainteresowanym może udostępnić teksty podstawowe i opracowania. Najbardziej przedsiębiorczy dotrą i do bibliotek, i do wydawców na Zachodzie, zgoda, tym z mniejszymi możliwościami też jednak coś się należy, przynajmniej na początek.

Podstawowy kanon tekstów Tolkiena jest dostępny w oficjalnych tłumaczeniach i w legalnych wydaniach. Pozostałe teksty, także opracowania, funkcjonująca starszych i nowszych edycjach klubowych. Także coraz częściej w internecie. Przekłady Marii Skibniewskiej (Hobbit, Władca Pierścieni, Rudy Dżil i jego pies, Kowal z Podlesia Większego i Silmarillion) weszły do czytelniczego obiegu i nowym tłumaczom tego kanonu bardzo trudno będzie zaproponować coś na ich miejsce. Nie są doskonałe, zgoda, dobrze się jednak czytają. Ewentualne korekty można chyba opublikować w jakimś suplemencie czy ogólnie dostępnym komentarzu. Byłoby te także bardzo „Tolkienowskie”, autor przecież lubił porównywać różne wersje „odczytań” jakiegoś tekstu.

Z pozostałymi tłumaczeniami jest już bardzo różnie. Listy świętego Mikołaja przekonują nas głównie rysunkami i osobistym tonem ich nadawcy. Tę książkę się głównie ogląda i traktuje jako coś osobistego. Gorzej jest już z przekładami tekstów poetyckich. Tolkien nie był najgenialniejszym poetą - wypominali mu to jego najbliżsi. Nie można jednak robić z niego grafomana - a czegoś takiego dokonano w tłumaczeniu Mythopoei. Ogólnie Tolkien „poetycki” ma jakoś mniej szczęścia do tłumaczy. Przygody Toma Bombadila (chociażby w Tolkien dzieciom 1994 - ale nie tylko) trochę rozczarowują - także tych, którzy oryginału angielskiego nie znają. A przecież przekłady - przynajmniej filologiczne - pojawiały się w różnych publikacjach klubowych i można było z nich skorzystać (chociażby po to, żeby uniknąć jakichś błędów). Liść, dzieło Niggle'a istnieje już w kilku oficjalnych tłumaczeniach i prawdopodobnie doczekamy się kolejnej nowej wersji. Wreszcie pojawiło się tłumaczenie, pełne i oficjalne, wykładu-eseju o baśniach. Wymagałoby minimalnych korekt - ale można je spokojnie umieścić obok tłumaczeń Skibniewskiej i powiedzieć, że spory kawał roboty został tu zrobiony i możemy w tym „temacie” aż tak nie grymasić.

Publikacja Niedokończonych opowieści może wzbudzać emocje. Czy pojawią się dalsze tłumaczenia przygotowanych przez Christophera Tolkiena archiwaliów? Czy odbierzemy je tak, jak czytelnicy anglojęzyczni? Czy uda się tłumaczom znależć ekwiwalent „polski” dla tych subtelności językowych, które rozgrzeszą fakt opublikowania kilkunastu tomów Historii Sródziemia, których uroda polega nie na fabule i łatwo uchwytnych zmianach wątków, postaci itp. a na pokazaniu całego warsztatu pisarza, który szuka, dobiera, wreszcie szlifuje poszczególne słowa? Jeżeli tłumacz tego nie potrafi nam przekazać, jeżeli wydawca o tym zapomni, jeżeli poligrafia to na dodatek skopie - to będzie to szansa stracona i już nie do odrobienia. No i mamy wreszcie przekłady dwóch biografii Tolkiena. Niestety, czasami dalekich od ideału (także translatorskiego - ale miło było zauważyć, że tytułu Goblin Feet fachowcy nie tłumaczą już jako Stopy Goblinów...).

Pamiętajmy o pracach obcych, które mogłyby nam trochę pomóc. Część już przetłumaczono i wydano (ciekawa „zielona seria” Ambera) - ale wolałbym zobaczyć je po prostu przygotowane lepiej (atlas jest stanowczo za drogi - jak na kieszeń młodych czytelników i trochę „twórczo” skopany pod względem edytorskim). Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne przekłady będą już przygotowywane solidniej - opłaca się wydawać po prostu dobrze. Złe tłumaczenie nie sprzeda się, osoby „wyspecjalizowane” sięgną po oryginały, czytelnik „polskojęzyczny” może dać się nabrać tylko raz. Potem - w najgorszym wypadku - po prostu „da sobie z Tolkienem spokój”. Chyba, że trafi na jakąś zaskakującą obniżkę cen książek, które jeszcze miesiąc wcześniej odstraszały swoją wysokością potencjalnego nabywcę...

Czy w naszych fascynacjach pojawią się te elementy, które tak ubarwiają życie miłośników Tolkiena w tzw. szerokim świecie? Różnego rodzaju gadżety, koszulki, figurki, nagrania, filmy, notesiki i kto tam jeszcze wie co? Być może tak - są już niebrzydkie i raczej drogie kalendarze - wolałbym jednak nie zaczynać od jakichś plastykowych koszmarków - bo przecież i takie gdzieś w świecie robią. Więc może temu „polskiemu Tolkienowi” dać możliwość zachowania tej spontaniczności i nieformalności, jaka towarzyszyła nam do tej pory? Mniej komercji, mniej gonienia za zyskiem - więcej prywatności, bezpośredniości? Więcej takiego intymnego kontaktu z jego tekstami? Tyle lat obecności Tolkiena w naszym kraju przyniosło nam sporo radości. Może warto z tego wyprowadzić jakieś nadzieje i obietnice na nadchodzące lata? Przeszłość miewaliśmy sympatyczna zadbajmy - więc o równie sympatyczną przyszłość. I obyśmy z humorem znieśli kolejne filmy "według Tolkiena".

 

 

 

 

 

O polskich przekładach Tolkiena

autor: Tadeusz A. Olszański

 

 

Władca Pierścieni

Polski przekład Władcy Pierścieni był trzecim z kolei na świecie. Jego pierwsze wydanie ukazał się w latach 1961 - 1963 (oryginał w latach 1954 - 1955; oba ukazywały się kolejno, tom po tomie). Był to też pierwszy przekład na język niegermański - przed nami była Holandia (1956) i Szwecja (1959), po nas Dania (1968), Niemcy (1969), Włochy (1970) i Francja (1972). Tłumaczką była Maria Skibniewska, jedna z czołowych wówczas tłumaczek literatury angielskiej, wiersze tłumaczyli Włodzimierz Lewik i Andrzej Nowicki oraz M. Skibniewska, wreszcie wydawcą - Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik.

Nakład pierwszego wydania wynosił 10 tys. egzemplarzy; wznowień nie było, a w owych czasach nie praktykowano w Polsce dodruków wedle zapotrzebowania rynku. A było ono ogromne - książka rozeszła się niemal natychmiast, następnie zaś była jedną z najczęściej kradzionych z bibliotek. I tak dobrze, że Władca Pierścieni zmieścił się w swoistej "luce" gomułkowszczyzny, gdy dość łatwo było przemycić przez cenzurę rzecz z pozoru niepolityczną; po 1968 r. i "kontrkulturowym" boomie Tolkiena na Zachodzie na wznowienie nie było szans. Nowe wydanie zaczęto przygotowywać ok. 1978 r., jednak ujrzało ono światło dzienne dopiero w 1981 r. 

Przekład Marii Skibniewskiej jest dobry, jednak w pierwszym wydaniu było bardzo wiele pominięć, błędów i dowolności. Ponadto tłumaczyła ona książkę na podstawie pierwszego wydania angielskiego, nie mogła więc uwzględnić istotnych zmian, wprowadzonych przez autora do wydania drugiego. Przygotowując polskie wznowienie M. Skibniewska wprowadziła do tekstu te zmiany, usunęła też wielką ilość błędów i przeinaczeń, niestety daleko nie wszystkie. Nie uznała też za stosowne naprawić swego największego błędu, jakim było zaniechanie tłumaczenia Dodatków, traktujących o kalendarzach i pismach Śródziemia. Wprowadziła natomiast konsekwentne oddawanie C przez K, zgodnie z sugerowaną przez Tolkiena wymową; inne osobliwości ortografii angielskiej, jak TH, pozostały bez zmian.

Drugie wydanie ukazało się w 1981 r.; jego nakład wyniósł 40 tys., wznowień i dodruków także nie było. Dopiero w 1990 r. Czytelnik wraz z CIA-Books/SVARO wznowił Władcę Pierścieni w kieszonkowym formacie i masowym nakładzie (wg nieoficjalnych danych - 200 tys.). Była to jednak wierna - choć zmniejszona - reprodukcja drugiego wydania. Jest to więc podstawowe wydanie, które długo jeszcze pozostanie najbardziej rozpowszechnionym.

W 1992 r. otrzymaliśmy kolejne wydanie Władcy - wydawnictwo Atlantis wydało to dzieło w ozdobnej formie, z wspaniałymi ilustracjami Allana Lee, chyba najlepszego ilustratora dzieł Tolkiena. I ta edycja jest jednak dokładnym powtórzeniem tekstu drugiego wydania, łącznie z pokutującym od 1961 r. błędem redaktora technicznego - przewróconym do góry nogami napisem na Pierścieniu. Początkowy nakład wyniósł - o ile wiadomo - 3 tys. egzemplarzy, a z dodrukami mógł sięgnąć prawdopodobnie 5 tys. Jedyną racją kupowania tej edycji, znacznie droższej od wydania MUZY, są ilustracje.

Na marginesie - w wyd. Atlantisu zamiast autorskiego rysunku Wrót Morii mamy dzieło Jacka Kopalskiego. Być może po raz pierwszy na świecie rysunek ten ukazał się tak, jak życzył sobie Tolkien - białą linią na ciemnym tle (niestety, tej ilustracji nie ma w dodruku z 1996 r.). A skoro już o tym - nikt dotychczas nie odważył się zamieścić we Władcy Pierścieni "Stron Mazarbul", które Tolkien wykonał jako ilustracje do książki, nikt też nie wydrukował run księżycowych na mapie Throra (w Hobbicie), tak, by były widoczne dopiero pod światło. A przecież przy dzisiejszym rozwoju poligrafii jest to wręcz trywialne...

Rok 1996 przyniósł wreszcie kompletny przekład opus magnum Tolkiena; przyszło więc na nie czekać ponad 30 lat. Dzięki wysiłkom Marka Gumkowskiego, a także Agnieszki Sylwanowicz i niżej podpisanego, przekład M. Skibniewskiej został istotnie udoskonalony: oprócz uzupełnienia brakujących aneksów (w przekładzie Ryszarda Derdzińskiego), a także "wyprostowania" napisu na Pierścieniu oraz Wrót Morii (dotychczas w lustrzanym odbiciu), M. Gumkowski wprowadził do tekstu ok. 30 fragmentów, pominiętych przez tłumaczkę, w tym 15 dłuższych, niż jedno zdanie, ok. 120 poważniejszych i kilkaset drobnych poprawek, a także zmienił 20 nazw i imion, m.in. odsyłając do lamusa nieszczęsnego Gryfa. Zgodnie z wyraźną wskazówką Tolkiena przywrócona też została oryginalna pisownia C i K. Przekłady czternastu wierszy zostały zastąpione nowymi, pióra niżej podpisanego, a w kilku innych (zwłaszcza w Dumie o Earendilu i Pieśni o Tinuviel) M. Gumkowski wprowadził istotne zmiany. Mapy zostały wykonane na nowo, wg najnowszego wydania brytyjskiego.

Przygotowanie tego wydania toczyło się w szaleńczym tempie, wydawnictwo bowiem chciało wypuścić książkę na rynek we wrześniu 1996 r., a prace wydawnicze, łącznie z wklepywaniem całości do komputera, podjęto w czerwcu tegoż roku. Zabrakło czasu na zczytanie całości przekładu z oryginałem, można więc było jedynie skorygować błędy, znane już redaktorowi i jego współpracownikom. Wiele z nich, niestety, umknęło naszej uwadze. Najpoważniejszym błędem tej edycji jest pominięcie jednej linijki Lamentu Galadrieli*, są też błędy w tekście R. Derdzińskiego, dostosowującym tengwar do potrzeb języka polskiego. Zabrakło też czasu na wykonanie indeksu, który mają wszystkie wydania angielskojęzyczne i większość dobrych przekładów. Najważniejsze jednak zostało zrobione - przywrócono kompletność dzieła. Część błędów poprawiono w następnym wydaniu, jednak większość „powróciła” w wydaniu Kanonu na koniec wieku; w dalszych wydaniach poprawiano też później spostrzeżone błędy i opustki tłumaczki.

Nakład pierwszego wydania MUZY wyniósł - o ile wiadomo - ok. 6 tys., a łączny dotychczas - 10 tys., jest więc dość wysoki jak na dzisiejszy rynek. Miał on też zaporową cenę - w detalu ok. 100 zł., głównie ze względu na twardą oprawę. Mimo to sprzedawał się dobrze. Wydawnictwo przygotowuje nowe wydanie, tym razem ilustrowane i w trzech tomach, które powinno stać się ostatecznym standardem tłumaczenia Marii Skibniewskiej.

Jesienią 1996 ukazało się Bractwo Pierścienia, pierwszy tom nowego przekładu Władcy Pierścieni pióra Jerzego Łozińskiego. Wydanie to nie zostało dotychczas doprowadzone do końca, choć bowiem tom trzeci ukazał się w czerwcu 1997 r., w tym czasie był już na rynku dodruk Bractwa... z istotnymi zmianami, a następny dodruk, z dalszymi poprawkami, był w przygotowaniu. Można oczekiwać podobnej rzeczy kolei także z kolejnymi tomami (dodruk Powrotu Króla ma zawierać indeks). Jest to reakcja wydawcy na gwałtowną krytykę, z jaką spotkał się nowy przekład, nie tyle za wprowadzoną nową wersję nazw i imion (choć to najbardziej bulwersuje fanów), lecz za liczne, niekiedy b. poważne, błędy. To zagadnienie zostawimy tu jednak na boku.

Tak pisałem w 1997 r.: ostatecznie ukazały się trzy kolejne redakcje „pierwszego wydania” dwu pierwszych tomów, dwa zaś - trzeciego. Zaniechanie wydania trzeciej redakcji tomu trzeciego wiązało się najpierw chyba z niechęcią do opracowywania indeksu (w rezultacie nie posiada go żadne z polskich wydań Władcy Pierścieni), następnie - z decyzją przygotowania nowego, „filmowego” wydania całości. Ponieważ zaś podstawa do tłumaczenia ścieżki dialogowej ekranizacji Władcy Pierścieni ma był przekład M. Skibniewskiej, T. Zysk poczuł się zmuszony do ustępstw: wg niepotwierdzonych na razie wiadomości mają zniknąć nie tylko „krzaty”, ale i część innych dowolności nazewniczych. Łączny dotychczasowy nakład tego wydania można szacować na jakieś 30 tys. (podawana w prasie liczba 100 tys. odnosi się do poszczególnych tomów, a nie do kompletów dzieła).

Wydawnictwo Amber postanowiło wydać własne tłumaczenie Władcy Pierścieni (ma to być wydanie luksusowe, trzytomowe - pierwszy tom oczekiwany jest pod koniec 2001 r.). Tłumaczem jest Cezary Frąc, a jeśli nasze wiadomości są ścisłe - postanowił on w ogóle nie tłumaczyć większości nazw i imion (choć czy można zostawić „The Hill”?)

Hobbit, Silmarillion i inne dzieła

Hobbit ukazał się w Polsce w roku 1960, także w przekładzie M. Skibniewskiej. Nakład wyniósł 10 tys. Był to także trzeci przekład tej książki na świecie (po szwedzkim i niemieckim, a przed portugalskim). Drugie wydanie ukazało się w 1985 r. Niestety, wydawnictwo ISKRY nie uznało za stosowne wprowadzić żadnych zmian, dostosowujących tekst do II wydania brytyjskiego (po napisaniu Władcy Pierścieni Tolkien zmienił w Hobbicie pewne szczegóły), ani usunąć błędów, jak np. wzmianki o elfach "lekkich" i "podziemnych" (Light i Deep). Nakład początkowy wyniósł 50 tys., potem zaś ukazało się kilka dodruków w miękkiej oprawie, wreszcie - z nową okładką. Jesienią 1997 r. nakładem Atlantisu ukazał się nowy przekład Hobbita, pióra Pauliny Braiter-Ziemkiewicz. To samo tłumaczenie zostało wydane w 2000 r. przez Amber. Nie mam danych o nakładach tych wydań; natomiast przekład M. Skibniewskiej jest wciąż wznawiany przez ISKRY (od czasu do czasu z nowa okładką). Jako, że od kilku lat jest to lektura szkolna, nakłady musza być bardzo duże.

Polski przekład Silmarillionu ukazał się w 1985 r., siedem lat po publikacji oryginału i także był jednym z pierwszych tłumaczeń tego dzieła. Nakład początkowy wyniósł 40 tys. egzemplarzy, następnie zaś ukazał się szereg dodruków w miękkiej oprawie. Niestety, śmierć Marii Skibniewskiej przerwała prace nad przekładem, a SW Czytelnik uznała za stosowne wydać pozostawiony przez nią szkic bez elementarnej choćby obróbki redakcyjnej. Ten sam tekst został w 1996 r. wydany przez Amber, a w 1998 r. - przez Atlantis. Niestety, tłumaczenie to jest niepoprawialne, a Silmarillion trzeba by przetłumaczyć na polski na nowo.

Ukazywały się po polsku także inne dzieła Tolkiena; niektóre - w dużych nakładach, inne - w małonakładowych pismach lub fanzinach. Już w 1962 r. ukazał się Rudy Dżil i jego pies, a w 1980 r. - późne, nostalgiczne opowiadanie Kowal z Podlesia Większego, oba w tłumaczeniu M. Skibniewskiej. Zbiór wierszy Przygody Toma Bombadila znalazł się, obok wspomnianych opowiadań, w tomie Tolkien dzieciom. Nowela Leaf by Niggle doczekała się trzech tłumaczeń (pod różnymi tytułami), poemat Mythopoeia - także trzech (a właściwie dwóch, bo przekład M. Obarskiego jest parafrazą, fałszującą wymowę oryginału). Ucztą plastyczną dla miłośników Tolkiena, a zwłaszcza ich dzieci, stało się wydanie Listów od Świętego Mikołaja z oryginalnymi rysunkami i akwarelami autora. Jako osobne wydanie wyszły drukiem wiersze z Władcy Pierścieni (w tłumaczeniu niżej podpisanego); ich wydanie polskie jest obszerniejsze, niż brytyjskie, choć tez nie zawiera wszystkich wierszy, pomieszczonych we Władcy. Pogodna baśń dla dzieci, Łazikanty, ukazała się po polsku niemal równocześnie z angielskim pierwodrukiem.

Lata dziewięćdziesiąte przyniosły także wydanie Niedokończonych opowieści Śródziemia i Numenoru (w dwu różnych przekładach) oraz dwu tomów The Book of Lost Tales (pod dwoma różnymi tytułami). Dalsze tomy Historii Śródziemia (w sumie ukazało się ich jedenaście) nie doczekają się przekładu polskiego ani jakiegokolwiek innego, ze względu na sprzeciw ich wydawcy, Christophera Tolkiena. W 2000 r. ukazały się natomiast długo oczekiwane Listy J.R.R. Tolkiena oraz - mniej oczekiwane i adresowane do znacznie węższego kręgu czytelników - Potwory i krytycy, eseje z historii i teorii literatury.

 

Bibliografia polskich wydań dzieł J.R.R. Tolkiena

Hobbit czyli tam i z powrotem (Hobbit or There and Back Again)

Tłumaczenie Marii Skibniewskiej, ISKRY, wyd. I 1960, wyd. II 1985, wznowienia 1988, 1991, 1994, dalsze dodruki.

Tłumaczenie Pauliny Braiter-Ziemkiewicz, Atlantis-Rubicon, 1997, Amber 2000.

Władca Pierścieni (The Lord of the Rings)

Tłumaczenie Marii Skibniewskiej, SW Czytelnik, wyd. I 1961-1963, wyd. II (poprawione) 1981, wyd. III (Czytelnik/CIA-Books/Svaro) 1990, Atlantis 1992, dodruki, MUZA (poprawione i uzupełnione) 1996, 1998, Porozumienie Wydawców 2000.

Tłumaczenie Jerzego Łozińskiego, Zysk i S-ka, Wydawnictwo, 1996-1997, poprawione wznowienia w następnych latach.

Silmarillion (The Silmarillion)

Tłumaczenie Marii Skibniewskiej, SW Czytelnik, wyd. I 1985, wyd. II 1990, Amber 1996, Atlantis 1998.

Niedokończone opowieści Numenoru i Śródziemia (The Unfinished Tales of Numenor and Midle-Earth)

Tłumaczenie Pauliny Braiter i Agnieszki Sylwanowicz, Atlantis 1994

Tłumaczenie Radosława Kota, AMBER (w trzech tomach, jako Niedokończone Opowieści) 1995

Ponadto:

Aldarion i Erendis (fragment Niedokończonych Opowieści...) w tłumaczeniu Krzysztofa Sokołowskiego (w) Feniks 1989

Narn i Hin Hurin (fragment Niedokończonych Opowieści...) w tłumaczeniu Grzegorza Szczepaniaka (w) Czerwony Karzeł nr 3 z 1992 r.; wersja poprawiona (w) Dragon Helm nr 1 z 1992 r.

Księga zaginionych opowieści

Tłumaczenie Magdy Pietrzak-Merta, Atlantis 1995 (The Book of Lost Tales vol. I)

Ostatnie legendy Śródziemia

Tłumaczenie Magdy Pietrzak-Merta, Atlantis 1996 (The Book of Lost Tales vol. II)

Rudy Dżil i jego pies (Farmer Giles of Ham)

Tłumaczenie Marii Skibniewskiej, ISKRY, wyd. I 1962, wyd. II 1965, wyd. III (razem z Kowalem...) 1980, wyd. IV (jw.) 1989.

Kowal z Podlesia Większego (Smith of Wootton Major)

Tłumaczenie Marii Skibniewskiej (patrz wyżej)

Przygody Toma Bombadila (The Adventures of Tom Bombadil)

Tłumaczenie Agnieszki Kreczmar, (w) Tolkien dzieciom, razem z Rudym Dżilem... i Kowalem...) ISKRY 1994

Drzewo i liść (The Tree and the Leaf)

Zawiera: O baśniach w tłumaczeniu Joanny Kokot, Liść dzieło Niggle'a w tłumaczeniu Krzysztofa Sokołowskiego, oraz Mythopoeia w tłumaczeniu Marka Obarskiego), Zysk i S-ka 1994; wyd. II z Mythopoeią w tłumaczeniu Jakuba Z. Lichańskiego - 2000.

Ponadto:

Liść Drobniaka (toż samo, co Liść, dzieło Niggle'a), w tłumaczeniu Józefa Brodzkiego (w) Życie i Myśl nr 4/1994

Mythopoeia w tłumaczeniu Jakuba Z. Lichańskiego (w) Gnosis nr 7 z 1995 r.

Mitopoeia w tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego (w) Gwaihirzę nr 82/83 z 1996 r., (w) Gwaihir - wydanie specjalne, Katowice 1997.

Listy od Świętego Mikołaja (The Father Christmas Letters)

Tłumaczenie Magdy Iwińskiej, Hanny i Piotra Paszkiewiczów, Rebis 1994, dodruki

Ponadto:

Listy Świętego Mikołaja (fragmenty), tłumaczenie Andrzeja Kowalskiego (w) Gwaihir nr 1 i 2.

Listy Gwiazdkowe (fragmenty), tłumaczenie H. Truby, P. Paszkiewicza (w) Ład nr 38 z 1982 r.

Pan Bliss (Mr Bliss)

W tłumaczeniu Aleksandry Wieruckiej, bdw. (osobne odbicie z Gwaihirzęcia - tłumaczenie i tekst oryginalny z rysunkami autora)

Władca Pierścieni. Wiersze (Poems from the Lord of the Rings)

W tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego, Amber, 1998

Łazikanty (Roverandom)

W tłumaczeniu Pauliny Braiter, Prószyński i S-ka, 1998.

Listy J.R.R. Tolkiena (The Letters of J.R.R. Tolkien)

W tłumaczeniu Agnieszki Sylwanowicz, Zysk i S-ka, 2000,

Potwory i krytycy (Beowulf: the Mosters and the Ciritics)

W tłumaczeniu Tadeusza A. Olszańskiego (esej O baśniach w tłumaczeniu Joanny Kokot), Zysk i S-ka, 2000. 

W powyższym zestawieniu pominęliśmy publikacje w czasopismach fragmentów tłumaczeń, które następnie ukazały się w formie książkowej. Pominęliśmy też publikację Amberu Pan Gawen i Zielony rycerz; Perła; Król Orfeo, gdyż nie są to oryginalne dzieła Tolkiena, lecz dokonane przezeń tłumaczenia średnioangielskich poematów.

Na łamach Gwaihirzęcia ukazywały się również liczne tłumaczenia wierszy J.R.R. Tolkiena pióra Marii Augustyniak, Arkadiusza Kubali, Tadeusza A. Olszańskiego i Macieja Wygnańskiego. Ukazały się też fragmenty On Fairy Stories (O Baśni) w przekładach Michała Błażejewskiego i Aleksandry Wieruckiej.

Nota: powyższy tekst ukazał się w Gwaihirze - wydaniu specjalnym w 1997 r. teraz jedynie przejrzałem go i uzupełniłem.

* Na str. 495 Drużyny Pierścienia po trzecim wierszy drugiej strofy (ar ilyë tier undulávë lumbulë) powinien następować wiersz (ar sindanóriello caita mornië).