Siedem nocy Szeherezady
Noc pierwsza -
przemówić ludzkim głosem
Już trzeci tydzień spędzałam w domu, bezmyślnie patrząc na komputer. Brak weny i ogólne odrętwienie doprowadzało mnie do furii. Nagle - ożywienie. Zjawiła się Grażyna i kategorycznie nakazała iść na czat. Jeszcze nigdy w życiu nie czatowałam, więc skwapliwie skoczyłam po nowe doświadczenie. O rany...
Czegoś tak dziwacznego nigdy jeszcze nie widziałam. Nie mam pojęcia, w jaki sposób tutaj można znaleźć kogoś, kogo się naprawdę pokocha czy tylko polubi. Dobrze, że Lem oraz Oramus & consorcjum nie czatują, ponieważ mieliby już całkiem wypaczony obraz sieci!
Przede wszystkim nie pasowałam do tych czatowników językiem. Tam się mówi urywanymi zdaniami, wręcz monosylabami, być może z uwagi na cenny czas. Przy wejściu należy pisać "cze", a przy wyjściu "nara". Ja pisałam normalnie. Niektórzy tylko wulgaryzmy. Generalnie, są trzy głupie pytania, których człowiek na poziomie nie powinien od razu zadawać, a jeżeli zada, jest skasowany towarzysko, przynajmniej przeze mnie:
1. k czy m (kobieta czy mężczyzna)
2. ile masz lat
3. skąd jesteś
Te niewinne pytania nieodmiennie wywołują we mnie agresję. Jeżeli ktoś pomija szczegóły i po prostu rozmawia, nie wdając się w to, kim jest rozmówca - wart jest dalszej znajomości. Niestety, niewiele jest osób, które
nie zwracają uwagi na takie niuanse.
Na razie - czat traktuję jako coś w rodzaju ćwiczeń stylistyczno-gramatycznych oraz testów do szybkiego orientowania się. Nic poza tym - jest przeraźliwie pusto i rzadko można spotkać fajnych ludzi na poziomie.
Kilka razy przechodziłam przez ogólnodostępne pokoje, te dyskusje, które widziałam, ech. Lepiej nie mówić. Ideałem jest stworzenie własnego pokoju i rozmowa we dwójkę. A najlepiej przez telefon. Tyle samo kosztuje i można wtedy znacznie więcej powiedzieć.
1 I
2 I
3 I
4 I
5 I
6 I
7
|