Powrót na stronę główną

Alter ego


Trzasnęłam drzwiami mrucząc pod nosem przekleństwa, jakich nie powstydziłby się niejeden menel spod monopolowego. Powodem mojej wściekłości była ostatnia kłótnia z mężczyzną mojego życia. Żeby mnie posądzać o brak kobiecości! Bydlak! Ale od początku: Umówiliśmy się dzisiaj wieczorem na bilard. Mój luby dostawał ode mnie cięgi jak zwykle, było miło i romantycznie i nic nie zapowiadało nadchodzącej awantury. Koło północy, właśnie kiedy miałam zakończyć kolejną zwycięską partię, jakiś mocno zalany gość klepnął mnie w tyłek. Nie zastanawiając się wcale dałam mu w dziób, a że lewy prosty zawsze miałam dobry, facet zakończył wieczór z rozbitym nosem. Jeden z bramkarzy widział całe zajście, więc nie czepiali się uznając, całkiem słusznie, że miałam prawo bronić swojego honoru. To co rozumieli inni doprowadziło mojego Pawła do szału.
Z ledwie tłumioną wściekłością zapłacił rachunek i niemal siłą wyciągnął mnie z knajpy. To był dopiero początek. W samochodzie dowiedziałam się, że zrobiłam z niego kompletnego idiotę, bo to on powinien dać temu pijakowi po gębie a nie ja. Dalej, że zachowuję się jak babo-chłop i czasem to ma wrażenie, że sypia z facetem itp. Z początku patrzyłam na niego całkiem osłupiała, ale kiedy poddał w wątpliwość moją kobiecość, zabulgotało we mnie jak w budzącym się wulkanie. Kazałam mu natychmiast zatrzymać samochód i bez jednego słowa wysiadłam. Sami przyznacie, że zachowałam się jak prawdziwa dama. Do domu wróciłam taksówką wściekła jak nigdy. Stałam teraz przed lustrem w przedpokoju uważnie studiując swoje odbicie. To co widziałam w niczym nie przypominało faceta, może nie jestem ideałem piękna, ale mam wszystko co trzeba i to na właściwym miejscu. Czego ten pajac chce ode mnie? Wzruszyłam ramionami i poszłam pod prysznic. Owinięta w szlafrok, z efektownym turbanem na głowie wkroczyłam do sypialni i zdębiałam. Na moim łóżku leżał jakiś obcy facet. Obcy? Cholera, przypominał mi kogoś i to bardzo. Zaraz, zaraz, ciemne włosy, zielone oczy, mała blizna na podbródku... Taka sama jak moja, i ta twarz. O do licha! Przecież on wygląda jak ja. Tymczasem mój „brat bliźniak” czekał cierpliwie, aż mu się przyjrzę, po czym, jak gdyby nigdy nic, oświadczył:
- Mam na imię Karol.
- A ja Karolina - odparłam odruchowo i całkiem bezmyślnie. - Ale co ty tu właściwie robisz? - pomimo całego dobrego wychowania jakie odebrałam, słowo "pan" nie chciało mi przejść przez gardło.
- Mieszkam - odpowiedział takim tonem, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą pod słońcem. Należę raczej do osób wygadanych, żeby nie powiedzieć pyskatych, ale przysięgam, brakło mi słów. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to że któreś z nas pomyliło mieszkania. Niepewnie rozejrzałam się po pokoju. Te same meble, dywan, nawet mój ulubiony fotel. Nie, zdecydowanie byłam u siebie. W takim razie to on się pomylił. Już miałam mu to powiedzieć, kiedy usłyszałam:
- Nikt się nie pomylił, oboje tu mieszkamy, tylko ty dotąd nie miałaś okazji mnie zobaczyć.
Pomyślałam, że koniecznie muszę zapalić i napić się czegoś. Mężczyzna bez słowa wstał i wyszedł z pokoju. Nim się zorientowałam, przyniósł mi lampkę wina, paczkę papierosów i jeszcze podał ognia.
- Usiądź wygodnie, musimy porozmawiać.
Zabrzmiało to cholernie poważnie, więc posłusznie usadowiłam się w fotelu, Karol natomiast wrócił na moje łóżko.
- Pewnie zastanawiasz się kim, u diabła, jestem - zaczął po chwili efektownego milczenia - Jestem twoim alter ego.
Podejrzewam, że mniejszym zaskoczeniem byłoby dla mnie, gdyby oświadczył mi, że jest Karolem Wielkim.
- Kim, proszę ? - wychrypiałam, bo zaschło mi gardle, upiłam więc łyk wina.
- Męską częścią twojej osobowości - wyjaśnił z miną niewinnego aniołka.
- Chcesz mi powiedzieć, że mam jakieś kłopoty z identyfikacją płci ?
- Ależ nie! Jesteś kobietą i co do tego nie ma żadnych wątpliwości - popatrzył na mnie tak, że odruchowo poprawiłam szlafrok. - Ja natomiast jestem sumą twoich doświadczeń we wszystkich męskich wcieleniach.
Musiałam mieć wyjątkowo tępy wyraz twarzy, bo przerwał i czekał na moją reakcję. Nie doczekał się.
- Posłuchaj - tłumaczył dalej cierpliwie. - Czasem rodzisz się dziewczynką, czasem chłopcem, wiesz, reinkarnacja i te sprawy.
- Moment. - przerwałam mu - Chcesz powiedzieć, że każda kobieta ma swój męski odpowiednik?
- Aha - przytaknął wyraźnie zadowolony, że wróciła mi pełnia władz umysłowych - Z facetami jest tak samo. Gdyby nie to, nigdy nie moglibyście się dogadać. Znasz to : "kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa" ?
Oboje parsknęliśmy śmiechem.
- No dobra. Skoro masz być w mojej podświadomości, co robisz na moim łóżku? - zapytałam zapalając kolejnego papierosa.
- Zdawało mi się, że masz kłopoty z Pawłem. Mam wrażenie, że to trochę moja wina.
- A co ty masz z tym wspólnego?
Znów popatrzył na mnie jak na idiotkę. Westchnął głęboko z politowaniem i znów zaczął tłumaczyć:
- To, że zbyt często wpływałem na twoje zachowanie. Przyznaję, było to miłe, ale chyba nie wyszło ci to na dobre.
Może była to wina późnej pory, ale po chwilowym olśnieniu znów przestawałam cokolwiek rozumieć. Karol chyba to zauważył, a może czytał w moich myślach, co nie byłoby takie dziwne, skoro był częścią mnie. Poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu i poszedł do kuchni. Słyszałam, jak się krząta. Wrócił po kilku minutach z kawą i kanapkami. Ulokowaliśmy się oboje na łóżku.
- Pamiętasz Krzyśka z piątej B? - zapytał przełykając kolejny kęs.
- Tego, który włożył mi żywą mysz do tornistra? Jasne, że pamiętam. Wypuściłam biedne zwierzątko a jemu wlałam tak, aż się popłakał - uśmiechnęłam się na wspomnienie pucułowatego blondynka, który z wielkiej miłości ciągnął mnie za włosy. Po incydencie z myszą przelał swoje uczucie na Gosię. Była mniej niebezpieczna.
- No właśnie. Wtedy, gdy litowałaś się nad tym gryzoniem, byłaś jedenastoletnią dziewczynką kochającą zwierzątka, a kiedy dawałaś wycisk Krzyśkowi, doszedłem do głosu ja - jedenastoletni chłopiec, który nie może puścić płazem zniewagi.
Powoli zaczynałam rozumieć. Zadziorność, maniakalne współzawodnictwo, szybka jazda samochodem i wszystkie inne rzeczy, które tak przerażały moją mamusię -TO BYŁ KAROL siedzący we mnie.
- Ta dzisiejsza awantura w knajpie to też ty? - pytanie było w zasadzie retoryczne, ale musiałam się upewnić. Karol przytaknął.
- Wiem, że ci się to nie spodoba, ale Paweł ma trochę racji - widząc moje pytające spojrzenie dodał - Nadepnęłaś mu na ambicję nie pozwalając stanąć w twojej obronie. Dotarło ?
- Z trudem. - przyznałam szczerze - Uważasz, że powinnam czasem zapanować nad swoimi odruchami?
- I dać Pawłowi szansę wykazania się. Szkoda byłoby, gdybyście się rozstali, to w gruncie rzeczy całkiem przyzwoity gość.
Musiałam przyznać Karolowi rację, choć przyznaję, że niechętnie.
Przesiedzieliśmy resztę nocy gawędząc sobie przyjacielsko. Mój bliźniak wyjaśnił mi kilka spraw jasno i przejrzyście. Nie ma to jak facet, który rozumie kobietę. W końcu jest jej częścią.
Nie mam pojęcia kiedy zasnęłam. Wczesnym popołudniem obudził mnie dzwonek telefonu. To był Paweł.
- Miałeś rację! Chce się ze mną spotkać - krzyknęłam w stronę sypialni, kiedy odłożyłam słuchawkę. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że po przebudzeniu nie widziałam Karola. Obleciałam cały dom, ale nigdzie go nie było. "Jestem idiotką"' - pomyślałam samokrytycznie - "to wszystko musiało mi się przyśnić". Chwilę później spojrzałam na zegarek i szaleńczo zaczęłam biegać po mieszkaniu usiłując zrobić się na bóstwo. Kiedy byłam już gotowa i po raz ostatni sprawdzałam końcowy efekt moich zabiegów, usłyszałam nagle znajomy głos:
- Wyglądasz wspaniale - Karol stał oparty o futrynę drzwi przyglądając mi się w sposób nie pozostawiający nawet cienia wątpliwości co do jego płci. Nie powiem, mile połechtało to moją próżność.
- Słuchaj no, braciszku mój kochany, jak pewnie wiesz, Paweł będzie tu za chwilę - zrobiłam wymowną pauzę - Zrób mi grzeczność i nie próbuj przejmować nade mną kontroli. Dobrze?
- Masz to jak w banku. Siostrzyczko - Karol uśmiechnął się rozbrajająco i nim zdążyłam się zorientować, już go nie było. "Całkiem porządny gość" zjawił się jakieś dziesięć minut później. Pomna wszystkich rad Karola bardzo intensywnie i długo przekonywałam go o swojej kobiecości. Następnego dnia rano, kiedy Paweł jak zwykle bardzo starannie wiązał krawat, mimochodem spojrzałam na jego odbicie w lustrze. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyłam twarz kobiety. "Pewnie ma na imię Paulina albo jakoś tak" pomyślałam. W tym samym momencie usłyszałam pod czaszką chichot Karola.


Aine




Zagadkowy   Plotkarski   Przewrotny   Literacki   Tematyczny   Galeria   Redakcja