Okręty - widma
 
Opowieści o okrętach widmach są chyba najczęściej spotykanymi mitami morskimi. Najbardziej z nich znanym, choć nie jedynym, jest historia o "Latającym Holendrze", opowiadająca o przeklętym statku, którego kapitan ściągnął na siebie gniew sił wyższych i przez to został zmuszony do żeglowania po wzburzonym oceanie przez całą wieczność. Legenda podaje nawet jego nazwisko oraz okoliczności rozpoczęcia "wiecznego rejsu". Miał to być holenderski kapitan Vanderdecken, udający się do Indii Wschodnich. Gdy opływał Przylądek Dobrej Nadziei, natrafił na sztorm spychający go z powrotem na Atlantyk. Wbrew radom swoich oficerów nie chciał przeczekać burzy - powiedział, że nie cofnie się, choćby miał przez całą wieczność walczyć ze sztormem...
Od tamtego czasu jego statek był często widywany. Zawsze przy złej pogodzie i złej widoczności, zawsze walczący ze sztormem i zawsze przynoszący pecha tym, którzy go zobaczyli. Bardzo szybko "Latający Holender" stał się synonimem złej wróżby, znakiem albo sprowadzającym nieszczęście, albo w najlepszym razie tylko przed nim ostrzegającym.

Ale czy jest to tylko mit, czy kryje się za nim coś więcej? Czy jest to tylko czysty wymysł, morski folklor, którym marynarze zabawiają lądowe szczury - albo straszak dla młodych marynarzy, którym starsi koledzy opowiadali, że jeśli się będą obijać w pracy albo nie słuchać starszych, to trafią na pokład "Latającego Holendra", gdzie diabli przez całą wieczność będą ich pędzili do najgorszych prac? Czy też kryją się za tym jakieś realne obserwacje, których nie można było wyjaśnić w normalny sposób?
Mówi się, że w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Na lądzie również można dostrzegać obiekty, których realnie w tym miejscu nie ma. Zjawisko to nazywane jest mirażem lub fatamorganą. Dlaczego więc miraży nie można obserwować również na morzu?
Zwykły miraż widzimy, gdy obiekt zasłonięty przez krzywiznę ziemi, na skutek ugięcia się lub odbicia promieni słonecznych w warstwach powietrza o różnej temperaturze zostaje pozornie przybliżony. Nie można do niego podejść, gdyż zdaje się on zawsze utrzymywać równą odległość od obserwatora, a potem znika. Jak to robił właśnie "Latający Holender", gdy ktoś próbował go ścigać. Na morzu taki miraż może też "płynąć" ponad skałami i mieliznami, na których zwykły, nawet o wiele mniejszy statek, musi się rozbić. To jest jedno z możliwych wyjaśnień. Ale czy jedyne? Przecież miraż tego rodzaju nie może być odpowiedzialny za obserwacje dokonane podczas sztormu czy zamglenia. I zwykły miraż nie prowokuje przecież burzy.
Istnieje zjawisko, które mogłoby być odpowiedzialne za podobne obserwacje: morski odpowiednik widma Brokenu. Zjawisko to można zaobserwować zimową porą w różnych górach, lecz nazwę otrzymało od gór Brokenu, gdzie zostało opisane. Oto ludzie, którzy w zimie wybierali się w jakichś sprawach w góry, napotykali olbrzymią postać, przeważnie otoczoną świetlnym kręgiem. Oczywiście przerażeni ludzie uznawali tę zjawę za króla gór czy innego demona i umykali w popłochu. Twierdzono, że zjawa wróży nieszczęścia tym, którzy ją widzieli; bardzo niewielu przeżyło, by o spotkaniu opowiedzieć. Co najciekawsze, ta część legendy okazała się prawdą. Widmo Brokenu jest mirażem, występującym w górach tylko zimą i tylko przed bardzo silną burzą. A jakim zagrożeniem jest silna, długotrwała śnieżyca na górskim odludziu, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć.

Czym więc jest to widmo? Wbrew pozorom nie jest żadnym przejawem działania sił wyższych. W specyficznych warunkach przed śnieżycą, przy odpowiednim oświetleniu, może się zdarzyć, że człowiek widzi własne powiększone odbicie w zawieszonej w powietrzu lodowej mgle. Brzegi tego odbicia są rozmazane, co wyjaśnia sprawę halo. Zarysy twarzy, a nawet postaci też są zamazane, co wynika z jakości "lustra". Zresztą kto wpatrywałby się dokładnie w taką postać, zwłaszcza jeśli słyszałby wcześniej o związanej z nią przepowiedni?
Analogiczne zjawisko może występować również na morzu. I tam może zapowiadać silny sztorm. Co prawda doświadczeni marynarze potrafili rozpoznawać statki i okręty po sylwetce, potrafili nawet zorientować się po sposobie manewrowania, czy daną jednostką dowodzi stały dowódca, czy ktoś inny, lecz w warunkach kiepskiej widoczności, stresu i zaskoczenia każdy może mieć trudności ze zidentyfikowaniem niewyraźnie majaczącej jednostki - tym bardziej, że swój statek marynarze mogli znać z zewnątrz o wiele słabiej niż inne. To również mogłoby wyjaśniać związek okrętu widma z wybuchającą wkrótce po jego dostrzeżeniu burzą. W tym wypadku po prostu mylono objaw z przyczyną. Zbliżanie się burzy powodowało powstanie spektakularnego zjawiska, a to zjawisko z kolei zostało obciążone odpowiedzialnością za spowodowanie burzy.
  Chociaż "Latający Holender" jest najpowszechniej znanym widmowym statkiem, nie jest jedynym. Wiele jest baśni opowiadających o statkach duchów czy upiorów. Niektóre żeglują w określonych rejonach, inne nie są szczególnie związane z żadnym miejscem, jednak wszystkie znane są z przynoszenia nieszczęść tym, którzy je zobaczą i zawsze najłatwiej można je spotkać w rejonach gwałtownych, szybko nadciągających burz.
O statkach widmach opowiadają mity celtyckie, wspominane są także w "Baśniach z tysiąca i jednej nocy" oraz w baśniach z całego świata. Celtycki statek widmo żegluje w czasie sztormu i każdemu, kto go zobaczy, wróży rychłą śmierć przez utonięcie. Natomiast widmo arabskie to okręt piracki, który ściągnął na siebie bożą kIątwę. Powszechność tego motywu w folklorze dowodzi, że zjawisko jest często obserwowane. Lecz czy zwykła fatamorgana lub odbicie jest odpowiedzialne za wszystkie te obserwacje? Czy też może niektóre ze zjaw naprawdę nie pochodzą z naszego świata? Jeśli tak, to skąd?
W normalnej sytuacji granice pomiędzy światami są nieprzenikliwe i nie znamy żadnego sposobu na dostrzeżenie tego, co dzieje się za nimi. Jak już kiedyś pisałem ("Czy miraże są tylko złudzeniem" NF 5/92) nie jest wykluczone, że niekiedy te granice ulegają częściowemu lub nawet całkowitemu zatarciu podczas zaburzenia bariery energetycznej; pozwala to na sięgnięcie poza nią wzrokiem lub nawet przekroczenie jej fizycznie. Wtedy można dostrzegać obiekty nie istniejące realnie w naszym świecie. A skoro jakieś zjawisko występuje na lądzie, jest prawdopodobne, że wystąpi i na oceanie, choć morskie warunki różnią się od lądowych. Na oceanie te zjawiska mogą nawet wystapić z większą siłą - mogło się zdarzyć, że niektóre ze statków widm były obrazami statków z innych światów. Ale czy taki obraz mógł stanowić zagrożenie dla statków z naszego świata?
Tak. Podobnie jak widmo Brokenu powstaje tylko w specyficznych warunkach tuż przed sztormem, podobnie jak zwykła fatamorgana powstaje w warunkach silnej różnicy temperatur, tak samo "zmiękczeniu" granicy pomiędzy światami również muszą towarzyszyć zakłócenia energetyczne, które powinny się jakoś rozładować. A takie rozładowanie może wywołać sztorm.
Dlaczego teraz, gdy ruch na oceanach jest znacznie większy niż kiedyś, praktycznie nie notuje się takich obserwacji? Odpowiedź wydaje się paradoksalna: wynika to z faktu, że w naszych czasach statki mają znacznie lepsze systemy nawigacyjne niż dawne żaglowce. W tej chwili podstawą nawigacji w złych warunkach atmosferycznych jest radar. A fale radaru nie odbijają się od złudzeń optycznych. Poza tym załogi są o wiele mniej liczne niż załogi dawnych żaglowców i nie muszą w sztormowych warunkach przebywać na pokładzie, wspinając się po takielunku. A jeśli nawet ktoś zobaczy coś, czego nie potwierdza radar, raczej nie przyzna się do tego, traktując całą sprawę jako złudzenie.
Marian Wierzchoń |