Okręty - widma,
suplement wg MSH
Jeszcze kto pomyśli, że jak fantasta idzie w Tatry, to mu gęba świeci jak reflektor wojskowy. Przy słońcu z rzadka przenikającym przez gęste chmury, źródłem światła dla turysty w górach oprócz słońca są właśnie chmury (światła rozproszonego). Żeby na chmurze pojawiło się widoczne odbicie twarzy Mariana, musiałaby ona być jaśniejsza niż rzeczona chmura. Czyli świecić blaskiem miłości do literatury fantastyczno-naukowej. Poza tym:
- nie ma gór Brokenu;
- widmo nie jest odbiciem sylwetki ludzkiej ani żadnej innej;
- nie ukazuje się tylko w zimie;
- nie ukazuje się wyłącznie przed burzą;
- halo wokół widma nie wynika z "rozmazania brzegów";

A teraz jak z tym jest naprawdę:
Nazwa "broken" albo "widmo Brockenu" pochodzi od szczytu Brocken (1142) w górach Harzu (niedaleko miasta Wernigerode, przy dawnej granicy NRD/NRF). Broken to cień człowieka, lub czego innego widziany na chmurze. Do tego celu obserwator powinien mieć chmurę poniżej siebie. Broken nie wygląda przerażająco ani straszliwie, co najwyżej sylwetka ludzka jest zdeformowana prawami perspektywy. Zwykle nie jest też ogromnych rozmiarów. Sam widziałem go w Tatrach dwa razy: na ostrej grance wiodącej od Żółtej Ściany do wejścia w Ławkę Dubkego (na Pośrednią Grań) oraz na grani Rohacza Ostrego. W obu przypadkach widmo pokazało się po kilka razy na każdej chmurze przechodzącej poniżej grani (pod Pośrednią Granią zebrało się tych widm ze sześć). Fajnie wyglądało, jak widmo ruszało przydługimi ramionami, kiedy się samemu wyciągało ramiona w różne strony. Brokena pod Pośrednią Granią otaczało piękne, wielobarwne halo, które nie jest żadnym "rozmazaniem" sylwetki lecz pełnym kręgiem tęczy. Żadna z towarzyszących mi Pań (ani Huberathowa, ani Jej siostra) się tego nie przestraszyła, bardziej obawiając się skalnych trudności drogi. W obu przypadkach widziałem widmo w lecie i w obu przypadkach nie przypominam sobie po nim burzy. Ot, chmury się pokitłasiły nad górami i rozeszły.
Aha, jeszcze jedno: miraż powodowany jest zmianą współczynnika załamania światła w nadzwyczaj ogrzanym powietrzu (nad rozpalonym piaskiem pustyni); taki efekt nie występuje nad morzem, nawet w tropikach, bo woda morska nie nagrzewa się do wystarczająco wysokiej temperatury. Marian w swoim artykule pominął - zwykle omawiany przy tej okazji - problem statków/okrętów opuszczonych przez załogę, a latami włóczących się po oceanach. Załogi, które przepadły bez śladu, pozostawiając pływające, puste statki, to ciekawsza tajemnica, niż manowce meteorologii.
Pisałem tekst o brokenie z marszu, bez sięgania do źródeł - bo tutaj nie mam do nich dostępu, nie myśląc, że możesz go opublikować, dlatego może nie być kompletny. W międzyczasie przypomniało mi się, że tradycyjna, góralska nazwa brokena brzmi "mnich". Żałuję, że pod Pośrednią Granią nie sfotografowałem brokena, choć aparat leżał w plecaku. Niestety, miałem obie ręce zajęte liną asekuracyjną i zbyt obawiałem się o Panie, które (częściowo okrakiem :-) ) pokonywały bardzo ostry odcinek grani.
Marek S. Huberath |