W Chile koty noszą kapelusze
 Deszcz zaczał padać pewnego popołudnia. Wcześniej pogoda była bardzo ciepła, może nawet za ciepła i za sucha. Gato, w ciemnoszarym kapeluszu z granatową wstążką, siedział przy oknie, patrzył na spływające powoli krople i nucił coś pod nosem. Juan, rozparty na kanapie tkwił przed telewizorem, przymknął oczy, ręce założył na brzuch, a na uszy słuchawki walkmana. W wiadomościach kulturalnych z przyszłego tygodnia zapowiadano wydanie nowej książki kucharskiej.
Dzień rozpoczął się zwyczajnie. Rano zrobili razem gimnastykę. Gato wykonał dwadzieścia przysiadów, pięc skłonów i przez pól minuty stał na głowie, Juan stanął przed lustrem, poćwiczył coś, co nazywał "budzącym zaufanie obliczem" po czym powtórzył piętnaście razy: "Nie ma mnie", ponieważ jutro była sobota i był zaproszony do udziału w programie "Słowo na niedzielę".
Po śniadaniu Gato wypił dodatkową porcję mleka z miseczki. W tym czasie Juan leżał na brzuchu na dywanie i obserwował go. Kiedy Gato wstał i podszedł do okna, Juan z miseczką i resztką mleka udał się do kuchni. Tam na kuchennej wadze zmierzył ile gramów wypił dzisiaj Gato na śniadanie. Pomiary te skrupulatnie zapisywał. Od lat prowadził specjalny notes w tym celu, zamierzał bowiem odkryć reguły rządzące pokarmem i samym Gato, lub jakiekolwiek dotyczące go, stale zasady. Niestety do tej pory mu się to nie udało. Apetyt Gato, podobnie jak i inne, znacznie bardziej skomplikowane jego cechy, charakteryzował zupełny brak reguł. Owszem, ilości zjedzonych pokarmów i wypitego mleka zawierały się w stałych granicach, odkrył je stosunkowo szybko, były jednak absolutnie nieprzewidywalne, nawet dla samego
Juana. Jedynym plusem było to, że, w przeciwieństwie choćby do telepatii, dawały się łatwo mierzyć. Irytowalo to Juana bardzo, w końcu po coś stworzył świat oparty o reguły i wzory! Nawet tak skomplikowana rzecz jak aparat, na którym Gato nagrywał dla niego kolejne odcinki Star Trek, podlegał niewzruszonym zasadom użytkowania i statystyce psucia się. Wszystko podlegało wiadomym i znanym regułom. Wszystko, tylko Gato nie. Bywały chwile, kiedy podejrzewał, że jest on przeszmuglowaną, zupełnie obcą jego stworzeniu istotą, mającą go szpiegować, nigdy jednak nie zauważył, by przgotowywał i wysyłał jakieś raporty.
Bezregułowość Gato i jego wymykanie się wszelkim kryteriom, w oczach Juana graniczyły niemal z niewdzięcznością. Czyż nie rozkoszował sie wszelkimi, niebiańskimi niemal przywilejami? Nie tylko mógł oglądać wszystkie programy telewizyjne, na które miał ochotę, nie tylko mógł wylegiwać sie do woli na poduszkach, mógł także odbierać telefony. A po tym, jak uporczywie pięć do dziesięciu razy dziennie sikał na puszki whiskas, Juan zaczął stwarzać mu świeże ryby, wątróbki kurze i mleko. W dodatku nie jakieś tam ryby, kurczaki i mleko, ale specjalnie przgotowane, ścisle według jego życzeń. Z drugiej strony, Gato był taki miły...
W trakcie gruntownego studiowania książek o rybach morskich, slodkowodnych, hodowli kur i metodach pozyskiwania najlepszej śmietanki, Juan napotykał informacje także o innych swoich stworzeniach, tych hodowlanych i tych hodujących je. Niekiedy były to naprawdę żenujące informacje, ale nie złościł się z tego powodu szczególnie. Faktycznie były to przestarzałe już wzorce, a niektóre rozwiązania wywoływały rumieniec, jednak dzięki temu nabierał teraz wprawy. Jego obecne ryby wprost rozpływały się w ustach, a herbata ze śmietanką nie miała sobie równej w historii świata. Niekiedy tylko nachodziły Juana niejasne i dziwne myśli, że może powinien coś z tymi mniej udanymi stworzeniami zrobić. Może je poprawić lub zacząć stwarzać wszystko od nowa?
Po obiedzie Gato oglądał wiadomości, siedząc na poduszkach w głębokim
fotelu, a Juan leżał na kanapie przed telewizorem ze słuchawkami walkmana na uszach i z przymkniętymi oczami słuchał muzyki Mozarta. W wiadomościach z przyszłego tygodnia ciągle podawano krótkie, ale bardzo wstrząsające sprawozdania z terenów zagrożonych suszą, nie słyszał ich, wkrótce się zresztą skończyły. Z kolei pojawiła się młoda reporterka i drżącym z przejęcia głosem przedstawiła swój pierwszy, wielki reportaż. Dotyczył on wycięcia lasów tropikalnych, ogólnego wyniszczenia środowiska naturalnego i odkrytych przez
nią symptomów zbliżającej sie szybko, gwałtownej, globalnej suszy. Gato przypomniały się ryby, a te raczej nie żyły w piaskownicach. Wiedział o tym dobrze, bo kiedyś mieli akwarium z piraniami. Co prawda musiał schnąć póżniej przez godzinę, ale i tak były lepsze niż whiskas. Juanowi, nie mającemu pojęcia o problemie suszy, wpadło do głowy, by zupełnie się wyłączyć. Uważał, że w tym właśnie tkwi tajemnica dlugowieczności i szczęscia: opróżnij i wyczyść przynajmniej raz dziennie swój mózg uśmiechając się przy tym, a pozbędziesz
się trującego balastu wspomnień. Podgłośnił więc tylko muzykę i z uśmiechem wyrzucił z głowy wszystkie myśli. W głębokim fotelu wiercił się Gato, nie był pewien, czy łososia skropić sokiem z cytryny czy też dodać nieco kaparów.
Późnym popołudniem Gato uciął sobie drzemkę na rozłożonych poduszkach,
a Juan leżal na brzuchu na dywanie i przyglądał mu się. Zadzwonił telefon. Gato, który niczego bardziej nie lubiał od rozmów telefonicznych, no, może za wyjątkiem ryb, natychmiast się obudził i zerwał z poduszek. Juan z głową opartą na rękach nadal leżał na dywanie i zastanawiał sie, czy istnieje jakaś reguła dotycząca telefonów i Gato. "Odbierz proszę" powiedział. Gato pospiesznie podbiegł do aparatu i podniósł słuchawkę: "Bardzo mi przykro" powiedział po chwili - "ale nie ma go. Nie, nie mogę powiedzieć panu kiedy wróci.... Słucham?.. Nie, nie zostawił żadnej wiadomości. Nie widziałem go już od bardzo dawna....A może chciałby pan porozmawiać ze mną? Wymyśliłem wczoraj doskonały przepis na sałatkę z tuńczyka, mam zamiar dołączyć go do mojej najnowszej książki kucharskiej....Jest pan pewien?... W takim razie proszę zadzwonić póżniej. Do widzenia." odłożył słuchawkę i wrócił powoli na poduszki. Było mu trochę przykro z powodu braku zainteresowania sałatką, "Chyba maja problemy z dostawą ryb" zdecydował - "a wtedy moja książka będzie nieaktualna". Juan nawet nie odwrócił głowy, czekał aż Gato pojawi się w jego polu widzenia, wtedy uśmiechnął się i włączył Bacha.
Pół godziny później Gato założył swój ciemnoszary kapelusz, który nosił
w niepogodę i usiadł przed oknem. Zaczął padać deszcz. Zastanawiał się, jak długo
powinno padać, by ryby mogły podpływać pod okna Watykanu?
|