Powrót na stronę główną

Impresja

(zainspirowane fragmentem maila Gośki Bortnowskiej)


Stałem przed wąskim przejściem w otaczającym świętą lipę żywopłocie z głogu. Przed chwilą pierścieniami na młynku modlitewnym ustawiłem swoje hasło i zakodowałem, obracając go kilkukrotnie, teraz zaufany akolita administratora sprawdzał wynik ze spisem na pergaminowym zwoju zatytułowanym /etc/passwd. W niszy między kolczastymi pędami czuwało kilku strażników. Byli niewidoczni, ale wszyscy o nich wiedzieli i mało kto odważał się na próbę nieautoryzowanego dostępu. Moje hasło było na liście. Akolita dał mi niewielką tabliczkę identyfikacyjną i przepuścił. Zalogowałem się do serwera.

Za krętą ścieżką wejściową otwierała się polana, na środku której stała święta lipa. Od czasów, kiedy dookoła niej stały bydynki mojego wydziału znacznie podrosła, posadzony wokół labirynt głogów osłaniał od wiatru wielki pień, poprzyczepiane do niego kartki z postingami lekko tylko czasem falowały przy bardzo silnych podmuchach. Pokazując tabliczkę identyfikacyjną na rozwidleniach labiryntu doszedłem do swojego katalogu. Sprawdziłem pocztę, było kilka rzeczy. Napisałem odpowiedzi, wrzuciłem do pudełka z etykietką outgoing i pociągnąłem sznurek dzwonka. Wychodząc minąłem postać w habicie przewiązanym niebieskim sznurem oznaczającym sendmaila.

Przy pniu lipy uwijali się demoni, jedni expirowali stare postingi, inni pilnowali wątkowania, wreszcie następni zbierali followupy i nowe, aby rozesłać je feedami do innych serwerów. Na prfsff jak zwykle było dużo nowości, w tym jak zwykle dużo WO. Podobno między innymi przez niego trzeba było powiększyć wozy kurierów, zwanych zazwyczaj pakietami, bo przepustowości łącz nie wystarczało. Pakieci próbowali protestować, bo większy wóz wolniej jedzie i łatwiej go po drodze napaść, co początkowo było faktycznie 0problemem i jak dawniej miedź z przewodów telekomunikacyjnych, tak teraz niejeden koń z wozem zniknął tajemniczo gdzieś po drodze. Ale po kilku odpowiednio nagłośnionych i nieco podkoloryzowanych akcjach zorganizowanych przez administratorów sytuacja się znacznie poprawiła. Teraz na widok opancerzonego headera na ciężkim, bojowym koniu kobiety po wioskach chowały się z dziećmi w chatach, a mężczyźni odkładali nie tylko gospodarskie cepy i widły, ale nawet wędki, żeby nie prowokować, i podnosili je dopiero, kiedy opadł kurz po, również uzbrojonym, tailerze, żartobliwie zwanym sumą korekcyjną, jako że w ostatniej instancji korygował nierozważnie wprowadzone zakłócenia transmisji. Zaginione pakiety zdarzały się już właściwie tylko gdzieś na bagnach, bo nawet idące przez góry znajdowały się najczęściej, co prawda wiosną, kiedy topniały śniegi na lawiniskach.

Tym razem przyszło nawet kilka postów Anetka, nieco rozmytych, widać wpadły w śnieg gdzieś po drodze przez Alpy, ale daty były dośc niedawne, więc to pewnie było tylko drobne zakłócenie transmisji i pakiet skorygował je szybko. Zresztą nic dziwnego, opowieści o tym, co spotyka takich, którzy pozwalają sobie na przekłamania, nie zachęcały do prób.

Zdążyłem jeszcze przyczepić do pnia lipy kilka postów, kiedy pojawił się kopista i zaczął przepisywać nowości, przygotowując je do transmisji. Przy niektórych mruczał pod nosem, zapewne coś o tych, co to nie pilnuja netykiety, nie wycinają cytatów i sami dodają tylko, że oni też, ale głośno nie odważał się nic powiedzieć. Tacy, co próbowali, szybko trafiali do niewielkiego sanktuarium ukrytego w głogach, gdzie administrator, Tomek Surmacz restartował ich, a w przypadku co bardziej niestabilnych killował pierwszym sygnałem, jaki mu wpadł w rękę. Inna sprawa, że niestosujący się do netykiety również czasem tam trafiali, w skrajnych przypadkach wylatując z hukiem, a administrator nakazywał przynieść sobie /etc/passwd i wykreślał odpowiednią linię.

Zajrzałem jeszcze do WWW, podając mnichowi z żółtym sznurem kilka adresów, z których część znalazł od razu w swoim cache'u, ale po resztę kazał się zgłosić za kilka dni, bo musi wysłać zapytania do serwerów. Zwykle nie sprawiałem mu trudności, więc był dośc przyjazny i nawet powiedział, że już ktoś ściągnął ostatnie Free Falle, więc nie muszę czekać do końca tygodnia, jak zwykle robiłem ściągając po kilka, żeby nie przeciążać łączy.

Faktem jest, że kiedy to wszystko jeszcze działało na elektronice, było szybciej. Ale jakże było wtedy odhumanizowane, a teraz ten bezpośredni kontakt z maszyną...

Paweł Pluta



Zagadkowy   Plotkarski   Przewrotny   Literacki   Tematyczny   Galeria   Redakcja