Kocia muzyka
 
Wiszący nisko nad ośnieżonymi polami Księżyc nasycał zimowe
powietrze srebrzystym blaskiem.
- Już czas.- miauknął Ruda Pręga.
- Brakuje jeszcze Czarnej Łapy! - pisnął niepewnie Szary Wąs.
- Jutro oberwie za swoje, nie możemy dłużej czekać. Chodźcie
na dach. - cztery koty bezszelestnie stąpając po puszystym śniegu podeszły do drzewa przy chacie hommsów. - Słyszałam, że podobno chcą ściąć tę lipę, bo im widok psuje. - odezwała się Białe Ucho.
- To jak będziemy wchodzić na dach? - zmartwił się Szary Wąs.
- Coś im się wciśnie do móżdżków. Miejsca tam mają dosyć. Za mną!
Ruda Pręga zwinnie wspiął się po pniu, przeskoczył z konaru na gałąź, a potem na dach chałupy. Reszta grupy podążyła w ślad za przywódcą. Wszystkie zgodnie usadowiły się na szczycie dachu,
tuż obok komina.

Co za głupota! Wpadłem w zasadzkę, jak śliwka w kompot. Długi Nochal namierzał się na mnie od dawna, ale zawsze do tej pory udawało mi się go unikać. Musiałem chyba bujać w obłokach, myśląc
o dzisiejszym spotkaniu, bo zaskoczył mnie kompletnie. Nie miałem czasu, ani miejsca na honorową ucieczkę. Wygiąłem grzbiet w pałąk, zjeżyłem futro i wygiąłem w górę ogon, czyli zrobiłem wszystko, co może zrobić fells, gdy go zaskoczy kaanis.
- Weź se odpuść, facet. - telepnąłem nerwowo. W odpowiedzi tylko wyszczerzył radośnie kły. Nienawiść gatunkowa wylewała się głuchym warczeniem z jego krtani. Czyżbym miał pożegnać się z tym uroczym światem?
- O co ci chodzi? Szukasz chwały, czy urozmaicenia menu? - rozpaczliwie starałem się odwrócić na chwilę uwagę Nochala.
- Już ty dobrze wiesz! - jego teleslang uderzał smrodliwym echem w mój umysł. - My pamiętamy. Wykopaliście nas z jednego systemu, ale stąd nie damy się ruszyć. To nasza planeta i nasze hommsy!
- Przecież to było dziesięć tysięcy lat temu! Kto by tu jeszcze pamiętał o dawnej wojnie? Nic do was nie mamy. - włożyłem w telep tyle wrażenia szczerości, ile udało mi się z siebie wycisnąć.
- Akurat! - prychnął pogardliwie kaanis. - Wy, fellsy, zapewne przypadkiem pojawiliście się na tej planecie pięć tysięcy lat temu, gdy całkiem nieźle oswoiliśmy już sobie hommsów?
- No przecież, ileż to już razy oficjalnie stwierdzono, że to skutek awarii naszego statku, a wy wciąż nie wierzycie. - Sam prawie w to uwierzyłem.
- A krecia robota z hommsami? Po co im wtelepaliście system dziesiętny? Pięć pazurków na każdej łapce to jeszcze nie powód. A ten żałosny kalendarz! Po diabła mieszaliście do tego naszą gwiazdę?
- Musimy rozwijać hommsów. Pewnego dnia będzie nam potrzebna ich technologia. Umiemy czekać. Kalendarz? Był całkiem niezły, a że spóźniał się o ćwierć dnia... He, he, wyszło to dopiero po ponad
stu latach, jak pierwszy Thoth pospieszył im się o miesiąc. A w ogóle teraz to nasza gwiazda! - Nie mogłem powstrzymać się od triumfalnego parsknięcia.
- Dam ja ci naszą gwiazdę! To była też nasza gwiazda! Rozwścieczony Długi Nochal nie zdzierżył i rzucił się na mnie. Mając jednak odrobinę gorszy dalmierz spudłował o centymetr. Nie mogłem przepuścić takiej
okazji. Przejechałem mu łapą po nosie i dałem w długą. Ścigał mnie tylko skargliwy skowyt kaanisa. No to do następnego razu.

- O, jest wreszcie Czarna Łapa. - mruknęła radośnie Białe Ucho - Ledwo zdążyłeś. Właśnie zaczynamy.
- Co tam znowu? - burknął Ruda Pręga.
- Eee, nic takiego. Znów jakiś kaanis próbówał zasięgnąć języka.
- I co? - Zaciekawił się Szary Wąs.
- Jak zwykle dostał po nosie. - Odrobina dumy zadrgała mi w krtani. - Cicho tam, zaczynamy!
Unieśliśmy głowy ku niebu. Właśnie wschodziła najpiękniejsza z wszystkich gwiazd, przez hommsów zwana Syriuszem. Zespoliliśmy nasze umysły w jedność i potężnym wysiłkiem woli wytworzyliśmy teleimpuls. Przez ułamek sekundy ładowaliśmy go danymi a potem uwolniony pomknął przez czasoprzestrzeń. Kłujący ból przeszył nasze mózgi i żadne nie mogło powstrzymać się od jęków.
- Znowu te cholerne koty! Już ja je pogonię! - Chyba obudziliśmy hommsa z chałupy. Czas było spadać z dachu. Co tam! Ważne, że kolejny raport o postępach nad ostatecznym rozwiązaniem kwestii kanisów
poszedł gdzie trzeba.
|