Mumia Milenijna
 Co wiemy o mumiach? Niewiele systemów pogrzebowych uzyskało tak wielkie powodzenie w horrorach, szczególnie filmowych. Gdyż egipska mumia, zwłaszcza w swym naturalnym środowisku, to znaczy w piramidzie, jest bardzo wdzięcznym obiektem grozy. Owinięte w białe, zakurzone bandaże wyschnięte prawie na szkielet zwłoki, snujące się chwiejnym krokiem po mrocznych korytarzach w pościgu za piękną dziewczyną wielokrotnie pojawiały się i zapewne jeszcze nieraz pojawią się na ekranie.
Mumie spotykamy nie tylko w starożytnym Egipcie. Można je spotkać również w grobowcach andyjskich Indian z czasów preinkaskich, czy w grobowych pieczarach autochtonów Wysp Kanaryjskich. Jednak nigdzie poza Egiptem mumifikacja zmarłych nie osiągnęła takiej popularności ani takiego poziomu, nigdzie indziej nie stała się istotną dla całego systemu społecznego dziedziną - tak gospodarki jak sztuki. Jeśli przyjrzymy się mumiom kanaryjskim czy andyjskim, to zobaczymy jedynie ciała, nie poddane praktycznie żadnej obróbce, wysuszone przez warunki klimatyczne. Natomiast mumie egipskie są produktem skomplikowanej technologii. Oto jak prawidłowo, zgodnie z egipskimi przepisami zawartymi w papirusach, przebiegał proces mumifikacji:

Zmarłego przy akompaniamencie stosownych modłów i rytuałów pozbawiano wnętrzności i mózgu, które następnie umieszczano w specjalnym dzbanie, wkładanym później do grobu, ciało zaś zanurzano na siedemdziesiąt dni w mocnym roztworze sody. Gdy się już dobrze zamarynowało, wydobywano je z roztworu, obmywano, następnie wkładano do środka stosowne zioła i kadzidła, po czym owijano starannie bandażami, tworząc to, co dziś uważamy za mumię. Na mumię nakładano maskę pośmiertną (z materiału zależnego zapewne od pozycji i bogactwa zmarłego) i całość umieszczano w stosownej trumnie. Następnie odbywał się pogrzeb, po którym trumna z mumią oraz wszelkie dobra potrzebne duszy zmarłego na resztę wieczności pozostawiano w grobie. To znaczy, taka była teoria... Jednym z dość pospolitych, choć najmniej w starożytnym Egipcie szanowanych zawodów było rabowanie grobów. Niejednokrotnie w czasie wykopalisk można było odnieść wrażenie, że zamknięcie grobu oraz jego obrabowanie dzieliły co najwyżej dni. Nie pomagały klątwy kapłanów ani ferowane przez sędziów wyroki. Jeśli do grobu wraz ze zmarłym wkładano tyle dobra, żeby starczyło mu na całą wieczność na utrzymanie się na poziomie takim, do jakiego przywykł za życia, to jasne było, że przy pogrzebie zakopywano ogromne majątki, a to z kolei przyciągało złodziei. Jakie to były majątki? Bardzo niewiele bogatych grobów dotrwało nietkniętych do naszych czasów. Najsławniejszy z nich to grób Tutenchamona. Był on co prawda faraonem, ale zmarł przed ukończeniem osiemnastu lat, w czasie kryzysu ekonomiczno-politycznego, do tego jeszcze był ostatni ze swojej dynastii. I mimo to w jego grobie znaleziono niesamowite bogactwa. Spróbujmy więc sobie wyobrazić, jakie skarby mogły wylądować w grobach faraonów naprawdę wielkich, potężnych i bogatych.
Dlaczego tak się poświęcali? Ponieważ wierzyli, że wytworzona przy zachowaniu stosownych rytuałów mumia, zaopatrzona we właściwe dobra, będzie żyła wiecznie. Starożytni Egipcjanie wierzyli, że jeśli te rytuały nie zostaną zachowane, jeśli ciało ulegnie zniszczeniu, to dusza również umrze. A jeśli dusza nie będzie miała dóbr umieszczonych w grobie, to zniszczeje z głodu i nędzy. Rabusie grobów niszczyli wszelkie szanse zmarłego na życie wieczne. Wszystkie ludy mają w swych religiach tę czy inna formę życia zagrobowego. Jednak żaden inny lud nie wymyślił tak skomplikowanego i majątkochłonnego systemu wierzeń zagrobowych. Co mogło sprawić, że taki system w ogóle powstał?

Egipcjanie twierdzili, że tak kazali im bogowie. Ale dlaczego tylko im? Przecież w pobliskim Sumerze też byli bogowie, którzy, podobnie jak w Egipcie, nauczyli swych wyznawców sztuki pisania oraz wielu innych rzeczy, jednak nie żądali aż tak skomplikowanych rytuałów pogrzebowych. Co więc mogło spowodować ich powstanie? I kim byli ci bogowie? Nauka nie ma odpowiedzi na te pytania. Pozostaje więc fantazja. Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Oto gdzieś w pobliżu Nilu ląduje statek międzygwiezdny, czy raczej lądownik z tego statku. Kosmonauci prowadzą prace badawcze, częściowo ignorując miejscową ludność, częściowo wykorzystując ją do pomocy w prostszych pracach. Dla miejscowych, znajdujących się na etapie epoki kamiennej, przybysze są bogami, przecież na każdym kroku widać objawy ich boskiej mocy i potęgi. Jednak nawet największa potęga, czy to będzie technika, czy boska moc, nie potrafiła ochronić swych posiadaczy od wypadków. Jednak można chyba bez większego ryzyka założyć, że cywilizacja zdolna do pokonania dystansów międzygwiezdnych posiada równiez wysoko rozwiniętą biologię i medycynę. I oto mamy ofiarę wypadku, zmasakrowaną, praktycznie konającą. Człowiek-pomocnik bogów patrzy wstrząśnięty, jak umiera jego bóstwo. Ale inni bogowie nie wydają się martwić. Układają ofiarę na specjalnym stole, wyciągają z niej mózg, który następnie umieszczają w specjalnym naczyniu, wydobywają z wnętrza ciała niektóre organy, które również umieszczają w specjalnych naczyniach, po czym całość pakują do skrzyni i wysyłają jednym ze statków do nieba, do innych bogów. A po pewnym czasie ofiara wraca, zupełnie żywa i zdrowa, tyle, że jakby trochę młodsza... Co mógłby pomyśleć taki człowiek, nie mający pojęcia, że zobaczył efekt przeszczepienia mózgu do nowego, świeżo sklonowanego ciała? Nie miał też pojęcia, że gdy przybysze wyrzucali zniszczone ciało, pozostawili nieuszkodzone organy do ewentualnych transplantacji. Nie miał też dość wiedzy, by zrozumieć wyjaśnienia , których mu na jego prośbę udzielono. A gdy po kilku latach przybysze odlecieli, ludzie zaczęli budować piramidy na podobieństwo ich statków oraz stosować zaobserwowane rytuały ze swoimi zmarłymi. To, że zmarli nie powracali ze swego lotu poza horyzont można było wyjaśnić choćby tym, że w przeciwieństwie do boskich, piramidy wzniesione przez ludzi nie latały. I nie zdawali sobie też sprawy z tego, że konserwując ciało, a odrzucając mózg i organy wewnętrzne wykonują praktycznie coś wręcz przeciwnego do tego, co zaobserwowali.

Czy coś takiego w ogóle byłoby możliwe? Czy prymitywne ludy potrafiłyby tak naśladować przedstawicieli wyższej cywilizacji, głupio i bez sensu? Tak. Na to akurat pytanie można odpowiedzieć absolutnie jednoznacznie. Kult kargo. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie pobudowali na wielu wyspach Melanezji polowe lotniska, by drogą lotniczą dostarczać zaopatrzenie dla walczących wojsk. Większość tych lotnisk była zbudowana na terenach zamieszkałych przez miejscowe plemiona, dla których niekiedy był to w ogóle pierwszy kontakt z przedstawicielami cywilizacji wyższej niz kamienna. Ci prymitywni ludzie kręcili się w pobliżu lotnisk, czasem świadczyli pracujących na nich żołnierzom jakieś usługi, czasem po prostu żebrali lub zbierali wyrzucone odpadki (puste puszki czy kawałki metalu czy szmat można było również wykorzystać na wiele sposobów), w każdym razie wiele plemion praktycznie oparło swoją ekonomię na tym, co dostawali na lotniskach. A potem wojna się skończyła, lotniska zostały zlikwidowane i skończył się napływ dóbr. Jednak samoloty nie przestały latać, przestały tylko lądować. Co w tej sytuacji zrobili krajowcy? Pobudowali z patyków i trawy makiety samolotów i wież kontrolnych w nadziei, że prawdziwe samoloty zobaczą je, dadzą się nabrać, wylądują i znów wyładują bezcenne kargo, z którego jakaś część trafi do nich, wiernych wyznawców...
Oczywiście nie mamy żadnych dowodów na to, czy starożytni Protoegipcjanie rzeczywiście kontaktowali się z jakimiś kosmitami i nie rozumiejąc co widzą, pomylili terapię z rytuałem. Jednak, jak widać na przykładzie kultu kargo, niezrozumienie przez lud na niskim stopniu rozwoju cywilizacyjnego działań ludu wyżej rozwiniętego i następnie bezsensowne tychże działań naśladowanie jest w całej pełni możliwe. W każdym razie twórcy fantastyki wykorzystali zarówno ten, jak i wiele innych pokrewnych pomysłów opisując wymyślone początki państwa egipskiego. Ale czy tak było naprawdę? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie wyjaśniłaby na pewno bardzo wiele zagadek historii. Jest zupełnie możliwe, że Protoegipcjanie, a konkretnie ich kapłani sami wpadli na tak wspaniały pomysł, dajacy im ogromną władzę nad ludźmi i państwem. Ostatecznie, jak dowodzi historia, ludzie bez przerwy wymyślają rozmaite irracjonalne i bezsensowne rytuały i zachowania...
Marian Wierzchoń
|