Powrót na stronę główną

Mój kochanek jest owadem

Leżę wygodnie, odświeżona, wypachniona, ubrana w koszulkę, nie zakrywającą prawie niczego - i czekam na kochanka. Czekanie doprowadza mnie do szału, ale widocznie tak musi być. Mój kochanek, choć sprawia wrażenie człowieka, wcale nim nie jest. Często obserwuję jego nieskoordynowane ruchy - owadzie cechy ujawniają się w sytuacjach wymagających większej koncentracji. Ta koncentracja jest pozorna: skupiony - lecz roztargniony, biega po zwariowanej trajektorii, nie kończąc niczego, co wcześniej zamierzał, bezpowrotnie tracąc czas.
Rano wylatuje do pracy jak mały, rozwścieczony bombowiec. Biada temu, kto stanie na jego drodze. Wraca późnym popołudniem; jestem pewna, że wracając zawadził o niejeden kwiatek. Przychodzi spocony, zły - i natychmiast rzuca się do kuchni, żeby znaleźć jakiś smaczny kąsek, a swoje powodzenie lub niepowodzenie oznajmia odpowiednio tonowanym buczeniem.
Patrzę spod półprzymkniętych powiek. Nie wie o tym i beztrosko fruwa tu i tam, aż wreszcie oddaje się ablucjom. Pewnie czyści łapki... dobiega mnie kuszący zapach. Zauważam, że po wyjściu z łazienki zmienił kolor. Kosmaty tors ma porządnie otrzepany z kurzu, a fasetowe błyszczące oczka patrzą błagalnie.
Aromat, jaki wydziela, działa podniecająco. Ulegam, ostrożnie dotykam futerka, delikatnie pieszczę nóżki. Na chwilę zastyga w bezruchu, potem mocno drży i wysuwa pokładełko. Tak szybko? Zaczynam się obawiać, że przy gwałtowniejszym ruchu go uszkodzę, ale feromony atakują i przestaję zwracać uwagę na detale. Prawie nie czuję, kiedy wbija pokładełko. Przesuwam się do jego dolnych odnóży i oblizuję futerko, ponieważ pachnie słodko. Smakuje miodem (pfu, nie cierpię miodu), migdałami i cierpkimi wiśniami - ale ma też inny, nieuchwytny smak, którego swym niedoskonałym zmysłem nie potrafię rozpoznać.
Nadal jest zajęty, ale już przeszła pierwsza fala podniecenia. Bardzo mnie interesuje, co powie, gdy skubnę jego pękaty, apetyczny brzuszek. Delikatnie, na próbę, nadgryzam kawałeczek. Niczego nie poczuł, z zapamiętaniem robi swoje. Ciałko ma miękkie, o włóknistej konsystencji, ociekające złocistym sokiem. Smak intensywnieje. Gryzę głębiej, lecz nie powoduje to żadnej reakcji. Ośmielona, spoglądam na niego. Główkę ma malutką jak orzeszek, oczy nieprzytomne, i wciąż wydziela ten zapach, a do tego pociera mnie futerkiem...
Tulę go mocno w ramionach, żeby nie uciekł, i właśnie wtedy przeszywa mnie rozkoszny dreszcz. Nie czekam już na nic, tak wielka jest ta błogość. Otwieram szeroko szalone, rozgorączkowane oczy, usta...usta...USTA!!!





Zagadkowy   Plotkarski   Przewrotny   Literacki   Tematyczny   Galeria   Redakcja